Ale kino+
Kino Mówi: Lipiec
Blog. CO ODSŁANIA ZASŁONA
18 kwietnia 2017 r.

CO ODSŁANIA ZASŁONA

CO ODSŁANIA ZASŁONA

O licznych zaletach nagrodzonego niedawno Oscarem "Klienta" Asghara Farhadiego sporo już mogliśmy przeczytać i ani chybi przeczytamy za chwilę jeszcze więcej, bo film właśnie wchodzi na nasze ekrany. Daruję więc sobie powtarzanie konwencjonalnych pochwał i podkreślanie oczywistych zalet, gdyż – jako krytyk – zawsze uważałem, że nie ma co mnożyć komplementów ponad miarę. Zajmijmy się czymś innym, czymś, co niezmiernie mnie fascynuje, być może dlatego, że, jakby nie patrzeć, jestem dzieckiem PRL-u (albo raczej, z PRL-u). Podziwiam więc sposób, w jaki Farhadi, który działa w ramach irańskiego systemu i jego cenzuralnych ograniczeń, potrafi pokazać nagą prawdę, nie zdejmując hidżabu z głów swych bohaterek, że o innych częściach damskiej czy męskiej garderoby nie wspomnę.

Wyjątkowa to umiejętność, choć przecież nieobca także polskim twórcom. Językiem ezopowym z konieczności mówić musieliśmy w trudnych okresach naszej historii. Mówimy nim, w gruncie rzeczy, do tej pory, gdyż wciąż są tematy, których się boimy i wstydzimy. Tą „oględnością” tłumaczyłbym, między innymi, popularność, jaką cieszą się u nas filmy Farhadiego również wśród publiczności, dla której kino irańskie oznacza niezrozumiałą egzotyką. Różnica jest jednak taka, że polscy artyści uciekali głównie w metafory, symbole, parabole, groteskę, absurd, tymczasem Irańczyk konsekwentnie trzyma się realizmu, tyle że wzmocnionego gatunkowymi regułami, choćby thrillera. „Klient” najzupełniej dosłownie zaczyna się – zgodnie z maksymą Alfreda Hitchcocka – od trzęsienia ziemi, a potem napięcie – tak fabularne, jak i emocjonalne – rośnie.

Najbardziej jednak twórczość Farhadiego może się Polakom kojarzyć z kinem moralnego niepokoju, które także było realistyczne w obrazie i paraboliczne w opisie (choć niekoniecznie równie atrakcyjne gatunkowo) - np. opowiadało o konfliktach w prowincjonalnym teatrze, by piętnować degrengoladę i marazm systemu. Nieprzypadkowo wymieniam tutaj „Aktorów prowincjonalnych”, i w „Kliencie” bowiem ważną rolę odgrywa teatr. Grupa amatorów wystawia sztukę Arthura Millera „Śmierć komiwojażera”. Wprost wspomniane są kłopoty z cenzurą, która zgłasza pretensje do dwóch fragmentów amerykańskiego dramatu, przede wszystkim jednak spektakl wprowadza na ekran figurę przegranego patriarchy, stojącego w obliczu życiowej i moralnej klęski. Grający tę rolę główny bohater filmu, Emad, także znajduje się w kryzysowej sytuacji, choć Farhadi jest zbyt inteligentnym twórcą, by posługiwać się symetrią i dosłownym przekładaniem sztuki na rzeczywistość. Utwór Millera pozwala mu natomiast na rozegranie rozmaitych „drażliwych” tematów i postaci. Choćby „kobiety lekkich obyczajów” – na scenie nie może ona być ani wyzywająca, ani jednoznaczna, nie może być nawet ubrana lżej niż inne kobiece bohaterki. Trzeba ją zasłonić, ale tak sprytnie, by odsłonić prawdę o jej postaci. Nie inaczej jest w świecie rzeczywistym – w jego centrum mamy osobę trudniąca się prostytucją, jednak ani jej nie nigdy nie ujrzymy na ekranie, ani nie dowiemy się bezpośrednio, kim jest i dlaczego robi to, co robi. Tym niemniej, wszystko o niej wiemy (choć zaraz niczego o niej nie wiemy, bo „Co ty wiesz o Elly?”). Zasłony, nakazy, przemilczenia to broń obosieczna. Coś zakrywają, przed czymś strzegą, ale jednocześnie nasuwają pytania, pobudzają ciekawość, czym jest owo coś.

I właśnie na mistrzowsko rozegranej ambiwalencji opiera się „Klient”, którego obyczajowa odwaga (w porównaniu, rzecz jasna, z innymi filmami irańskimi) zdaje się zarazem wskazywać na słabnącą rolę cenzury w państwie perskim. Lecz może to złudzenie, rodzaj gry, jaką władze Iranu prowadzą z międzynarodową opinią publiczną, a Farhadi z urzędnikami swojego kraju. Nie wiem, nie siedzę w Iranie. W każdym razie, mamy w filmie scenę, w której bohaterka zdejmuje chustę (podczas gdy w filmach irańskich kobiety muszą ją nosić bez przerwy, nawet w domach – gdyż są przecież wystawione na spojrzenia widzów), a mimo to pozostaje zakryta. Jak Farhadi tego dokonał? Proszę się przekonać osobiście.

Smakuję też subtelną precyzję, z jaką reżyser rozbiera męskość. Z pozoru Rana i Emad są małżeństwem partnerskim, parą inteligentów połączonych m.in. miłością do teatru. Ale gdy kobieta zostaje zhańbiona, w mężczyźnie odzywa się zraniony męski honor, instynkt posiadacza, któremu inny mężczyzna naruszył własność, kompleks wojownika, który nie zdołał obronić swojej białogłowy. W obsesyjnej pogoni Emada za sprawcą opinie i uczucia Rany przestają mieć znaczenie, liczy się tylko imperatyw zemsty. Fahradi wplata tę historię w skomplikowany etycznie konflikt między odwetem a przebaczeniem, poczuciem krzywdy a poczuciem sprawiedliwości, karą a miłosierdziem, ale także w kontekst społeczno-polityczny, w krytykę miejsca kobiety w irańskim systemie. O próbie gwałtu lepiej nie informować policji, bo mogłoby to postawić Ranę w złym świetle, a nawet sprowadzić na nią kłopoty. Skąd my to znamy? Emad musi więc wziąć sprawiedliwość w swoje ręce – niekoniecznie jednak po to, by wyjaśnić sprawę czy też pomóc ofierze (czyli żonie), lecz głównie, by odegrać się za własną zranioną dumę.

Cały ten splot etyczny, kulturowy, egzystencjalny ukazuje Fahradi z maestrią budzącą zazdrość. Mimo bowiem dystansu geograficznego, mimo różnic społecznych, systemowych, religijnych, mimo wreszcie owych chust na głowach nietrudno odnaleźć w „Kliencie” obraz zupełnie innej, dużo bliższej nam rzeczywistości. I dlatego nie dziwię się, że to „egzotyczne” kino budzi nad Wisłą tak żywe zainteresowanie.

Klient (Forushande). Reż. Asghar Farhadi. Iran-Francja 2016. Dystrybucja Gutek Film. Czas 124’

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 2663 razy

POZOSTAŁE WPISY

NIE CZYTASZ? TRAFISZ DO FILMU!
Długo się zastanawiałem, o czym napisać w tych gorących dniach, gdy rzeczywistość przyćmiła nawet premierę „Dunkierki” Nolana. Postanowiłem wreszcie, że muszę być wierny (bo czasy mamy patetyczne) tytułowi... WIĘCEJ
24 lipca 2017 r.
ZDEFINIUJ "TO"!
Krytycy filmowi podobno są od tego, by wskazywać zdezorientowanym widzom drogę do właściwej sali kinowej. Ale skąd sami krytycy mają wiedzieć, jakie filmy należy obejrzeć? Jak to skąd?! Z Facebooka! Dzisiaj wieści dobre,... WIĘCEJ
17 lipca 2017 r.
CENA EMANCYPACJI
Clara, bohaterka poprzednio opisywanego przeze mnie „Aquariusa”, walczy, żeby mieć święty spokój. Katherine z debiutu Williama Oldroyda „Lady M.” (czyli Lady Makbet) też chciałaby mieć święty... WIĘCEJ
10 lipca 2017 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane