Czego nie widać - blog Bartka Żurawieckiego

fot. Iwona El Tanbouli-Jabłońska

GDY GRAJĄ ZMYSŁY

13 lipca 2011 r.

Nieobecny

I „Nieobecny” uobecnił się w Nowym Wspaniałym Świecie. Ale kino! pokaże film Marco Bergera dopiero 28 lipca w ramach cyklu „Kino mówi: LGBT”, jednak w ostatni poniedziałek odbył się specjalny pokaz promocyjny w warszawskiej siedzibie „Krytyki Politycznej”. Była to niewątpliwie polska prapremiera „Nieobecnego”, który ledwo parę miesięcy temu, na festiwalu w Berlinie otrzymał nagrodę Teddy jury queerowego.

Przyszło do „Krytyki” około 60 osób, ale na rozmowie po filmie została tylko garstka. Mam wrażenie, że Polak wszystko wie najlepiej, nie czuje więc potrzeby dyskutowania o czymkolwiek. Albo też zwyczajnie się wstydzi zabierać głos (chyba że jest księdzem albo politykiem). Szkoda!

Nie chcę za dużo zdradzać widzom nie znającym jeszcze filmu, powiem jedynie, że bohaterem jest Sebastian, nauczyciel pływania (Carlos Echevarria), który dnia pewnego musi zaopiekować się swoim 16-letnim uczniem, Martinem (Javier De Pietro). Chłopak zostaje u niego w domu na noc i zdaje się prowokować seksualnie swego gospodarza.

To dopiero drugi pełny metraż Bergera (wcześniej zrobił „Plan B”), można jednak pokusić się o stwierdzenie, że reżysera frapują napięcia erotyczne między mężczyznami, którzy niekoniecznie definiują siebie jako geje. Reprezentuje także Berger nowe kino argentyńskie charakteryzujące się minimalizmem środków wyrazu (w niektórych przypadkach posuniętym wręcz do nicości). Praca kamery jest w „Nieobecnym” oszczędna, dialogi są skąpe. W tej prostej opowieści wiele dzieje się podskórnie, pozostaje w sferze niedopowiedzeń i interpretacji. Jednocześnie używa reżyser muzyki (skądinąd, świetnej) nasuwającej skojarzenia z horrorami czy dreszczowcami, by zbudować suspens, którego jądro stanowi tylko seks. Albo aż seks.

Właśnie - tylko czy aż? Czy relacja seksualna między nauczycielem a uczniem bezwzględnie zasługuje na potępienie? W końcu, toleruje się (nawet aprobuje) w naszej kulturze sytuację, w której dojrzała kobieta, często nauczycielka, wprowadza młodego chłopaka w arkana miłości cielesnej - patrz chociażby ostatni film Janusza Majewskiego „Mała matura”. Czy więc powodem ewentualnego oburzenia opinii publicznej nie byłby w tym wypadku homoseksualny charakter zbliżenia?

Padały z sali głosy (na przykład, Marty i Emilii, które same mają doświadczenie pedagogiczne) wyrażające głębokie współczucie dla Sebastiana poddanego presji ze strony nastolatka. Dla nauczyciela - mówiły - taka sytuacja jest koszmarem. Najdrobniejsze posądzenie o wejście w relację intymną z uczniem grozi infamią i wyrzuceniem z pracy, a nawet więzieniem. Czy jednak sam Sebastian, w końcu świadomy niebezpieczeństwa, również nie prowokuje całego zajścia?

Nieobecny

Pojawiła się także w dyskusji interpretacja psychoanalityczna. Martin jest odbiciem Sebastiana. Uosabia homoseksualne pożądanie, homoseksualną naturę, której nauczyciel się wyparł, którą boi się ujawnić, ale która tkwi w nim gdzieś głęboko ukryta. W tym kontekście gra prowadzona przez bohaterów może doprowadzić do dekonstrukcji persony, jaką dla siebie i dla innych stworzył sobie Sebastian. Wizerunku heteroseksualnego mężczyzny uczącego wf-u (a więc jednoznacznie podzielonej i skodyfikowanej płciowo dziedziny edukacji), porządnego nauczyciela i pedagoga, etc. Widzowie zwrócili też uwagę, że relacje między bohaterem a jego partnerką są konwencjonalne, chłodne, pozbawione de facto czułości, namiętności, cielesnego kontaktu.

Berger niczego nie przesądza, nie podsuwa oczywistych odpowiedzi. Zobaczcie koniecznie „Nieobecnego” - to, moim zdaniem, jeden z najciekawszych filmów tego roku.

Więcej o Kino Mówi: LGBT

Zwiastun filmu

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 1791 razy

Tagi: Bartosz Żurawiecki, LGBT, Nieobecny

nick:  
treść:  
kod z   obrazka: