Ale kino+
Wiem, kim jesteś
Blog. PISARZ NA SWOIM
9 stycznia 2017 r.

PISARZ NA SWOIM

PISARZ NA SWOIM

"Honorowego obywatela" - film reżyserskiego duetu, Gastón Duprat i Mariano Cohn – można potraktować jako kolejną przestrogą, by nie zadzierać z pisarzami (bo opiszą, wyśmieją, zdemaskują…). Ale jednocześnie dzieło to ostrzega pisarzy, by nie zadzierali ze swoją społecznością. Węzeł, który splata autora z „materiałem literackim” (zbudowanym na bazie, jak by nie było, „materiału ludzkiego”), zacieśnia się tutaj z każdą minutą. Trudno więc powiedzieć, kto komu bardziej zagraża i kto kogo powinien się bardziej wystrzegać – pisarz opisywanego przez siebie środowiska, czy może raczej środowisko żerującego na nim pisarza.

Zaczyna się film od tonów patetycznych i sarkastycznych jednocześnie. Daniel Mantovani (nagrodzony w Wenecji, Oscar Martínez) czeka zgnębiony na odbiór… literackiego Nobla. Gdy wejdzie na scenę, wygłosi, zamiast uniżonych podziękowań, gorzkie przemówienie, w którym, owszem, podziękuje Akademii, ale za uczynienie z niego „żywego pomnika” i udowodnienie, że jest „najmniej kontrowersyjnym artystą swoich czasów”. Ta sekwencja zawiera niewątpliwie element narodowego resentymentu. Żaden bowiem z argentyńskich pisarzy nie dostał nigdy literackiego Nobla. Ani najsławniejszych ze sławnych, Jorge Luis Borges, ani nawet, poniekąd argentyński, Witold Gombrowicz. Miejmy nadzieję, że prolog „Honorowego obywatela” zaboli choć trochę Akademię Szwedzką.

Mija pięć lat, w czasie których Mantovani żyje wygodnie w swym domu na przedmieściach. I nie pisze. Bo co tu pisać po Noblu? Co tu właściwie robić po Noblu? Nic już przecież bardziej zaszczytnego cię w życiu nie spotka. Bohater tylko więc odrzuca intratne zaproszenia na rozmaite wykłady, sympozja i akcje charytatywne. Dość niespodziewanie postanawia jednak przyjąć zaproszenie z rodzinnego miasteczka o nazwie Salas. Wyjechał z niego 40 lat temu (i więcej nie powrócił), ale Salas nigdy nie wyjechało z niego. Mantovani umieszczał tam bowiem akcję swych najważniejszych powieści.

Już sama podróż „do kresu czasu” przypomina wyprawę w inny, magiczny (choć to raczej zła magia) świat. Zdezolowany samochód, którym odbiera Mantovaniego z lotniska wysłannik burmistrza, psuje się po drodze, więc panowie muszą spędzić noc na świeżym powietrzu, grzejąc się przy ognisku podsycanym kartkami z powieści Noblisty. Daniel częstuje też swego towarzysza przypowieścią o braciach bliźniakach i tragicznych konsekwencjach zamiany ich tożsamości. Ambiwalencja to zresztą słowo, które najlepiej oddaje charakter świata przedstawionego i status, jaki ma w nim główny bohater.

Z pozoru bowiem wszystko trzyma się w ryzach realizmu. W Salas Mantovani odbębnić musi program oficjalny. Wysłuchać hołdów, przeciąć wstęgę w audytorium swego imienia, odsłonić własny pomnik, wygłosić wykłady, uścisnąć ręce miejscowym elitom, a także wziąć udział jako juror w konkursie malarskim. Podczas spacerów podąża za nim grupka ciekawskich, którzy na każdym kroku pstrykają mu zdjęcia komórkami. Pisarz spotyka się również z dawnymi znajomymi (ale raczej nie znajduje z nimi wspólnego języka), nawiązuje ponownie kontakt z niegdysiejszą narzeczoną, a nawet uprawia seks z młodą dziewczyną, która ochoczo wskakuje mu do łóżka.

Pytanie tylko, po co w ogóle pisarz pchał się do tego Salas, skoro w jego powieściach stanowi ono synonim prowincjonalnej dziury i mentalnego zastoju? Skłonił go do tego sentyment? Nie wygląda na człowieka, który kieruje się w swoim życiu sentymentami czy nawet resentymentami. Wręcz przeciwnie, jest chłodny, racjonalny, sceptyczny, znudzony. To może zadziałała chęć skonfrontowania wspomnień i wizji zawartych w książkach z rzeczywistością? Bo ja wiem? Rzeczywiste Salas nie jest chyba bohaterowi do niczego potrzebne. Ani w sensie twórczym, ani psychologicznym (triumfalny powrót jako rodzaj satysfakcji za doznane niegdyś w rodzinnym mieście upokorzenia? nie, to nie ten przypadek).

Motywacje Mantovaniego pozostają więc niejasne. Przynajmniej do epilogu. Tymczasem na wierzch wypełzają lokalne demony. Wizyta Noblisty odsłania, płytko zresztą tkwiące pod powierzchnią małomiasteczkowej nudy, pokłady zawiści, pretensji, okrucieństwa, kołtuństwa etc. A wszystko zaczyna się od tego, że bohater odrzuca we wspomnianym konkursie malarskim obraz miejscowego bonzy.

Czyli wszystko jasne? Ciemnogród kontra luminarz, którego usiłują zgnębić osobnicy nie dorastający mu do pięt? Też niekoniecznie - Mantovani jest bowiem w swym mentorstwie i poczuciu moralnej wyższości tak irytujący, że w gruncie rzeczy odczuwamy satysfakcję, gdy tubylcy zaczynają gonić go ze strzelbą. Wartość „Honorowego obywatela” polega więc na tym, że wyświechtane schematy typu: „ksenofobiczna, obskurancka prowincja”, „światły umysł”, „rozliczenie z przeszłością”, „twórcze i etyczne niepokoje”, tratuje z ironią, która nie pozwala nam na jednoznaczne klasyfikacje i oceny.

A w zakończeniu twórcy serwują jeszcze jedną przewrotkę, która po raz kolejny zmusza nas do zmiany perspektywy. Wynika z tego epilogu, że jednak – czy nam się to podoba, czy nie – górą są ci, którzy mają pieniądze, sławę, uznanie i autorytet. Tak więc, apeluję po raz kolejny: Strzeżcie się pisarzy! Zwłaszcza znanych pisarzy. Oni i tak wyjdą na swoje.

El ciudadano ilustre. Reż. Gastón Duprat and Mariano Cohn. Dystrybucja Against Gravity. 118’

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 1577 razy

POZOSTAŁE WPISY

NIEDŹWIEDŹ W KAŁUŻY
Obawiam się, że polski dystrybutor najnowszego filmu Bruna Dumonta niechcący podsumował to dzieło, dając mu tytuł „Martwe wody”. Oj tak, dowcip jest tutaj martwy i wodnisty. Reżyser próbuje rozlać go szeroką... WIĘCEJ
16 maja 2017 r.
HORROR W SOBOTNIM MULTIPLEKSIE
Krytyk filmowy jest człowiekiem oderwanym od rzeczywistości, gdyż zna ją głównie z ekranu. A w dodatku poznaje ją w okolicznościach nieco odmiennych niż tzw. zwykli widzowie. Czyli, na przykład, nie wieczorem, po pracy,... WIĘCEJ
8 maja 2017 r.
I WYBAW NAS OD KLISZ
Podczas gdy cały Internet powtarza z przejęciem słowo „hygge”, które oznacza ponoć „duńską sztukę szczęścia”, duńscy twórcy kryminałów konsekwentnie tworzą dzieła nie mające nic wspólnego z... WIĘCEJ
30 kwietnia 2017 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane