Ale kino+
KINO MÓWI
Blog. PO REWOLUCJI CZY PRZED REWOLUCJĄ?
16 lutego 2017 r.

PO REWOLUCJI CZY PRZED REWOLUCJĄ?

PO REWOLUCJI CZY PRZED REWOLUCJĄ?

Schodami w górę, schodami w dół. Festiwal w Berlinie ma to do siebie, że nieustannie trzeba się gdzieś tutaj wspinać albo gdzieś zstępować. Z piętra dziewiątego na minus drugie, z przestrzeni biura prasowego w czeluści multipleksów. Nie można ot tak, po prostu, wejść z poziomu ulicy i zasiąść w kameralnej sali. Choć budynki festiwalowe znajdują się w niewielkich odległościach, w obrębie Potsdamer Platzu, to bieganie z jednego do drugiego staje się - zwłaszcza w srogim klimacie lutego i w pełnym zimowym rynsztunku - męczącym wysiłkiem, wynikającym z konieczności pokonania setek stopni, przedarcia się przed festiwalowe tłumy, przecięcia dziesiątków korytarzy, na których końcu mieści się właściwa sala kinowa.

To jeden z paradoksów Berlinale. Ten najbardziej lewicowy z tych największych festiwali filmowych rozgrywa się w monumentalnej architekturze lat 90. W miejscu, które miało stanowić symbol potęgi odradzających się, zjednoczonych Niemiec. Dzisiaj ta architektura wydaje się po prostu przestarzała i niefunkcjonalna. Musi upłynąć jeszcze kilka dekad, zanim nabierze szlachetnej patyny.

Ale festiwal odzwierciedla także paradoks wpisany w dzieje współczesnych Niemiec. Oto kraj z wiadomą przeszłością uchodzi dzisiaj (nie bez racji) za ostoję zdrowego rozsądku i demokratycznych reguł w pobudzonej ksenofobicznymi emocjami Europie. Imperialna nostalgia, nieskrywane ambicje przywódcze, babiloński rozmach łączą się w Niemczech (a zwłaszcza w Berlinie) z duchem anarchii i nieskrępowanej indywidualnej wolności. Co jednak ciekawe, także ujętej w racjonalne ramy i nie pozbawionej lokalnej, czy wręcz narodowej dumy. Złośliwie można powiedzieć, że nawet w lewactwie Niemcy muszą być pierwsi i najlepsi.

Zresztą, gdzie tak naprawdę podziało się to niegdysiejsze lewactwo? Berlin staje się miastem coraz droższym i coraz bardziej skomercjalizowanym. Zniknęły - przynajmniej w centralnych dzielnicach – księgarnie z tanimi książkami i klimatyczne knajpy. Ich miejsce zajmują sieciówki ulokowane w kolejnych „centrach handlowych” lub w wyrastających jak grzyby po deszczu biurowcach.

W dokumencie Jochena Hicka „Mein wunderbares West-Berlin”, opowiadającym o historii ruchów queerowych, oglądamy Berlin Zachodni z lat 70. Obskurny, nie do końca jeszcze odbudowany, otoczony murem, oddzielony od zachodniego świata i reszty Niemiec. Wyuzdany, rozpalony dyskusjami, demonstracjami i dzikim seksem uprawianym także w miejscach publicznych, zaludniony freakami, buntownikami i outsiderami, którzy chronili się tutaj m.in. przed obowiązkową służbą wojskową i innymi restrykcjami systemu prawnego RFN-u. A dzisiaj? Leitmotivem filmu jest likwidacja mieszkania, w którym grupa gejów tworzyła przez ponad 30 lat komunę. Jednym z jej członków był Wieland Speck, dyrektor sekcji Panorama na Berlinale. „No tak, jestem człowiekiem władzy” – przyznaje na ekranie. Inny bohater dostał niedawno odznaczenie od prezydenta Niemiec, Gaucka. „Zastanawiałem się, czy je przyjąć, bo przecież byłem antysystemowy, walczyłem z władzą” – zwierza się w filmie. Ale przyjął. Bo w sumie, dlaczego miałby nie przyjąć? „Głupi byliśmy, że w latach 70. szliśmy z robotnikami, którzy wyzywali nas od zboczeńców” – podsumowuje przeszłość kolejny niegdysiejszy kontestator. „Zobaczcie, co się działo na Wschodzie. W Związku Radzieckim homoseksualizm był karany, w Chinach gejów zrzucano z helikopterów… Socjalizm nas nie zbawił”. „A kapitalizm nas zbawił?” – pyta go kąśliwie kolega. „Tak, to kapitalizm potrzebuje naszego hedonizmu i zamiłowania do zakupów” – odparowuje nawrócony komunista.

Czyli co? Już po rewolucji? Rewolucji, której nigdy nie było? Deziluzja pokolenia wyrosłego na ideałach kontrkultury to temat przewijający się w wielu filmach Berlinale. „Nie o taki świat walczyliśmy” – zdają się mówić dawni rewolucjoniści. Przeważnie zresztą albo już nie żyją, albo wiodą spokojny żywot na emeryturze. A młodsi? A młodsi kręcą filmy facebookowe. Jak, na przykład, norweski reżyser, Ole Giaever, który stawia przed kamerą siebie i swoją rodzinę, całość zaś okrasza monologiem z własnymi przemyśleniami na tematy wszelakie. „Mieszkam w najbogatszym kraju świata, nie mam wielu zmartwień” – rozbrajająco przyznaje na początku. Martwi się więc o to, że za ileś tam milionów (czy też miliardów) lat słońce zgaśnie. I nawet jeśli chwilami bywa w swych rozterkach zabawny, to i tak lepiej dla wszystkich by było, gdyby wrzucił cały materiał na „wall” zamiast do kina.

Nie wiem, czy to tylko mój problem, ale czuję znużenie (albo i zblazowanie) zarówno martyrologicznymi opowieściami o mniejszościach seksualnych (bo są przewidywalne niczym rozwikłana tajemnica Brokeback Mountain), jak i nudziarstwem wiecznych partyzantów. Rozczarował mnie chociażby Bruce LaBruce, który w „The Misandrists” kpi sobie lewacko z radykalnych ruchów feministycznych. Stara awangarda, nieświeże dowcipy… I nawet pornografii, którą LaBruce uwielbiał inkrustować swoje filmy, tutaj jak na lekarstwo. Co więc robić? Dokąd pójść? Komu przywalić? A przede wszystkim – co oglądać?

Ciekawie w tym kontekście wypadł „Pokot” Agnieszki Holland według powieści Olgi Tokarczuk. Kończy się on zapowiedzią przełomu – coś się musi stać, bo tak wskazują gwiazdy. I rzeczywiście, bohaterka filmu, nie najmłodsza już Janina Duszejko wszczyna w swoim miasteczku posthumanistyczną rewolucję. Świetna jest scena, w której krzyczy na księdza w kościele, by natychmiast zlazł z ambony i przestał wygadywać te paskudztwa. „Pokot” to film w swej treści heretycki. Uderza w podstawy kultury judeochrześcijańskiej, w jej moralność i hierarchie.

Tylko, czy bohaterka, wymierzając sprawiedliwość w imieniu zwierząt, nie zachowuje się przypadkiem tak samo jak jej antagoniści? Stawia siebie, człowieka, ponad światem natury. Stosuje etykę, pojęcia i działania, których natura po prostu nie zna, gdyż są one wytworem wyłącznie ludzkim. Ambiwalencja tej opowieści gubi się gdzieś na ekranie, zostajemy z prostym, utopijnym przesłaniem. Inna wątpliwość – czy można robić rewolucję za pomocą tradycyjnych środków filmowych i formalnych („Pokot” to trochę baśń, a trochę thriller)? I czy powinny ją znowu robić dawne elity, establishment w osobach chociażby Agnieszki Holland i… Krzysztofa Zanussiego (który występuje tutaj jako producent)?

No właśnie… Tak się zaplątałem w te rewolucyjne subtelności, że z prawdziwą ulgą chciałbym wyznać, iż najwięcej rozkoszy na Berlinale sprawił mi na razie film „Call Me by Your Name” Luki Guadagnino. Historia romansu 17-latka ze starszym od niego amerykańskim studentem. Rozegrana na łonie pięknej wsi północnych Włoch, osadzona na początku lat 80. (właśnie umarł Buñuel), skąpana w oparach antycznych odniesień i hormonalnego wrzenia. To wciąż jest miłość, która nie śmie wyznać prawdy o sobie, ale która zarazem nie musi już uciekać się do modernistycznych sublimacji. Coś pomiędzy „Mauricem” (James Ivory jest zresztą współscenarzystą i współproducentem filmu) a queerową rewolucją, zapowiadaną tu co najwyżej przez starożytne posągi hermafrodytów. Najważniejsze jednak, że wszyscy są w tym filmie piękni, seksowni, zmysłowi… Oko ma na czym spocząć, a umysł (tudzież inne organy) czym się podniecić. Wybaczycie mi te burżujskie skłonności?

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 2864 razy

POZOSTAŁE WPISY

DO KRESU MIŁOŚCI I JESZCZE DŁUŻEJ
Między ubiegłotygodniowym zgiełkiem wywołanym nagrodą na Berlinale dla „Pokotu” i awanturą ideologiczną wokół filmu (której kolejną odsłoną okazała się sprawa spektaklu „Klątwa”) a zgiełkiem... WIĘCEJ
27 lutego 2017 r.
PIERWSZA DAMA TAŃCZY SAMA
Mój przyjaciel zapowiedział, że za nic w świecie nie pójdzie na "Jackie", bo nie znosi takich filmów – wypucowanych, ujętych w formułę „od narodzin do śmierci”, patetycznych i schematycznych jak album... WIĘCEJ
9 lutego 2017 r.
BOGINI
Wygląda na to, że Polacy trochę już mają dość oglądania filmów o swoich klęskach i wolę pooglądać rodaków, którym się w życiu powiodło: odnieśli sukces, dopięli swego, stali się znani poza granicami kraju…... WIĘCEJ
31 stycznia 2017 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane