Oglądaj na CYFRA+ ONLINE Archiwum filmów Kanał RSS AleKino! na FaceBook-u AleKino! na YouTube Mapa serwisu

W kwietniu i w maju ale kino! zaprasza na cztery filmy o Mrocznym Rycerzu z Gotham City – dwa stworzone przez Tima Burtona ("Batman" i "Powrót Batmana") i dwa autorstwa Joela Schumachera ("Batman Forever" oraz "Batman i Robin"). Filmy te nie tylko zawładnęły wyobraźnią wielbicieli kultowego komiksu, ale również znakomicie obrazują, na czym polegała specyfika kina rozrywkowego lat 90.

W latach 90. amerykańskie kino popularne (a za nim duża część światowej produkcji filmowej), silniej niż kiedykolwiek do tej pory, zaczęło odnosić się do siebie – własnej historii, symboli, ikon i mitów. Doskonałym przykładem takiego kina rozrywkowego są filmy o Mrocznym Rycerzu z Gotham City.

batman W kwietniu ale kino! pokaże dwie wyreżyserowane przez Tima Burtona produkcje o Człowieku-Nietoperzu. Będą to "Batman" (premiera w sobotę, 16 kwietnia, o 20:10) i "Powrót Batmana" (premiera w sobotę, 30 kwietnia, o 20:10). Z kolei w maju ale kino! zaprasza na filmy "Batman Forever" oraz "Batman i Robin" Joela Schumachera. Wszystkie cztery filmy o przygodach Mrocznego Rycerza radośnie bawią się kinem (mimo mrocznego klimatu utrzymującego się zwłaszcza w dwóch pierwszych obrazach) i jego konwencjami. Widać to szczególnie w porównaniu z późniejszymi, realizowanymi nieporównanie bardziej serio "Batmanami" Christophera Nolana.

Już scena otwierająca pierwszego "Batmana" zapowiada tę poetykę. Widzimy miasto, które wygląda niczym wyjęte z kinowego ekranu, z czarnego kryminału z lat 30. i 40. XX wieku. Kamera pokazuje rodzinę (małżeństwo i dziecko), która wychodzi z kina. Znający historię Batmana widz (a do takiego adresowany od początku był film Burtona) jest przekonany, że cofnęliśmy się w przeszłość. Do momentu, gdy Bruce Wayne będzie świadkiem śmierci swoich rodziców w napadzie rabunkowym, co w przyszłości każe mu założyć maskę i kostium nietoperza. Jednak rodzinę napadają dwaj mężczyźni wyglądający na drobnych bandytów z lat 80. Film Burtona wysyła sprzeczne sygnały co do dokładnego, czasowego umiejscowienia akcji. Architektura Gotham to monumentalne budowle niczym z lat 20. W mieście dymią kominy zakładów przemysłowych, podczas gdy w Ameryce od lat 80. tego typu produkcja wypierana była przez różne formy gospodarki niematerialnej. Jednocześnie panuje ciągły kryzys ekonomiczny i plaga przestępczości jak w Nowym Jorku lat 70. i 80. – Gotham jest obrazem właśnie tego miasta, sami nowojorczycy tak nazywają rodzinną metropolię. Bez problemu możemy wskazać filmy, z których pochodzą poszczególne motywy: architekturę zainspirowały "Metropolis" (1927) Fritza Langa i "Obywatel Kane" (1941) Orsona Wellesa, postać Jacka Napiera (jeszcze przed jego przemianą w Jokera) to bohater z klasycznego okresu kina gangsterskiego ("Człowiek z blizną" Howarda Hawksa i Richarda Rossona, 1932; "Wróg publiczny nr 1" Williama A. Wellmana, 1931), para flirtujących ze sobą dziennikarzy (Vicky Vale i Alex Knox) wygląda jak z komedii z lat 40. Zdjęcia odsyłają do niemieckiego ekspresjonizmu i horrorów Universalu z lat 30. (tworzonych przez emigrantów z faszystowskich Niemiec), a długie jazdy kamery na wysięgniku znów do Orsona Wellesa. Kino odnosi się tu do swojej przeszłości, traktowanej jako źródło motywów do zabawy. Czasem odniesienia te przybierają zupełnie bezpośrednią formę – w "Powrocie Batmana" zły bogacz (Christopher Walken), pomagający Pingwinowi w jego machinacjach, nazywa się Max Schreck – tak samo jak aktor odtwarzający tytułową rolę w filmie "Nosferatu – symfonia grozy" (1922) F.W. Murnaua.


"Batmany" z lat 90. to przede wszystkim wielki filmowy karnawał. Czasami mroczny, czasem niepokojący czy nawet przerażający, ale zawierający w sobie potężny ludyczny pierwiastek. Czy inwazja szalonych, zamaskowanych złoczyńców na Gotham nie przypomina karnawału – czasu, gdy świat zostaje wywrócony na opak, a burmistrz musi oddać klucz do miasta i władzę nad nim? Szczególnie silnie wrażenie to nasuwa się w drugiej części "Batmana", gdzie Pingwin (w pewnym momencie walczący nawet o fotel burmistrza) jest dosłownie królem karnawału. Jego gang przebranych w cyrkowe stroje złoczyńców przejmuje na pewien czas kontrolę nad miastem.

Burton stworzył o wiele mroczniejsze filmy niż Schumacher, a jego złoczyńcy (Joker i Pingwin w świetnych kreacjach Jacka Nicholsona i Danny’ego DeVito) są nie tylko groteskowi i śmieszni, ale też makabryczni, okaleczeni i niebezpieczni. Złoczyńcy z filmów Schumachera to bohaterowie rodem z cyrkowego przedstawienia. Człowiek Zagadka w wykonaniu Jima Carreya (Carrey wzorował się na roli Franka Gorshina, odtwarzającego tę postać w telewizyjnej serii o Batmanie z lat 60.), Dwie Twarze w interpretacji Tommy’ego Lee Jonesa czy grana przez Umę Thurman piękna i zabójcza ekoterrorystka o pseudonimie Trujący Bluszcz to przede wszystkim figury z cyrkowego gabinetu osobliwości. Cyrk jest zresztą drugim, obok karnawału, kluczem do tych filmów. Zwłaszcza do filmów Schumachera, gdzie fabuła jest tylko pretekstem do prezentacji kolejnych „numerów” (akcje złoczyńców i potyczki, jakie Batman z nimi toczy). W "Batman Forever" terrorystyczna akcja gangu Dwóch Twarzy przerywa zresztą przedstawienie cyrkowe, które z widowni obserwuje cała elita Gotham – wśród niej oczywiście Bruce Wayne.

Właśnie w tej scenie po raz pierwszy w cyklu pojawia się Dick Grayson, przyszły Robin (Chris O'Donnell). Na razie jest członkiem rodziny akrobatów, która ginie w zamachu zorganizowanym przez Dwie Twarze. Z czasem staje się młodszym pomocnikiem Batmana. W "Batman i Robin" jest już pełnoprawnym bohaterem. Często podkreśla się dwuznaczny charakter relacji łączącej Batmana i Robina. W końcu to nie tylko relacja mistrz-uczeń, ale także przyjaźń bajecznie bogatego, samotnego mężczyzny z pozbawionym rodziny i środków do życia młodym chłopakiem. Filmy Schumachera bawią się tą dwuznacznością. Z jednej strony, w każdym z nich Bruce Wayne jest romantycznie związany z atrakcyjną kobietą (Nicole Kidman w "Batman Forever" i Elle McPherson w "Batman i Robin"), z drugiej kostiumy, przesadzony styl gry aktorskiej, sposób pokazywania głównych bohaterów, dekoracje, nie mogą nie budzić skojarzeń ze stereotypowymi obrazami kultury gejowskiej.

U schyłku lat 90. twórcy i widzowie zmęczyli się modelem kina nakierowanego przede wszystkim na siebie. Dziś, gdy minęła kolejna dekada, możemy do niego powrócić z czystym sumieniem i otworzyć się na specyficzne przyjemności (pastiszu, nostalgii, dekodowania cytatów), jakie ofiaruje. Prezentowane "Batmany" są do tego doskonałą okazją.

Jakub Majmurek