Ale kino+
DICTE SEZON 3

Wasze recenzje: Czy potrafimy cenić życie, wolność i miłość?

RECENZJE

Czy potrafimy cenić życie, wolność i miłość?

recenzja filmu: Motyl i skafander, Francja/USA, 2007, reyseria: Julian Schnabel

Blue-Grey 22.05.2011 22:18


Cenna lekcja współodczuwania i afirmacja mądrej kobiecości. Czyli są filmy niezastąpione.

"Nie ma ludzi niezastąpionych" - głosi znane powiedzenie. Jest ono z gruntu kłamliwe, bo przecież każdy z nas jest właśnie niezastąpiony, już choćby dlatego, że jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. W przypadku filmów wygląda to inaczej: większość wytworów X Muzy można z powodzeniem zastąpić. Jednak są i takie - niezwykłe - których zastąpić się nie da. Jednym z nich jest "Motyl i skafander" Juliana Schnabla. Poniżej postaram się wytłumaczyć, dlaczego tak uważam.

Przed zarzutem wydumania "Motyl i skafander" broni się jednoznacznie. Powstał bowiem jako wierna adaptacja autobiograficznej książki Jeana-Dominique'a Bauby - francuskiego dziennikarza, redaktora naczelnego magazynu "Elle". Możnaby tej książce zarzucić wszystko, ale na pewno nie brak szczerości. W tak krańcowej sytuacji, w jakiej się znalazł Bauby, po prostu się nie kłamie.

Książka opowiada historię, która mogłaby dotyczyć każdego z nas. Oto bardzo aktywny czterdziestolatek, mający wszystko, o czym zazwyczaj marzymy, czyli kochającą rodzinę i atrakcyjny status społeczny, doznaje rozległego udaru mózgu i w rezultacie trwałego paraliżu niemal całego ciała. Z dnia na dzień z władcy własnego losu przemienia się tylko we władcę pamięci, wyobraźni oraz lewego oka. Już jedynie taka władza musi mu pozostać na resztę życia.
Temat to trudny do przekucia na atrakcyjny wizualnie i dramaturgicznie film. A jednak Schnabel, przede wszystkim dzięki swojej niezwykłej reżyserskiej intuicji, dzięki zdjęciowemu mistrzostwu i zwyczajnie ludzkiej intuicji Janusza Kamińskiego, umiejętnościom montażystki Juliette Welfling oraz dzięki doskonale dobranym aktorom, stworzył przejmujące i - jak sądzę - proste w odbiorze arcydzieło.

Od pierwszych kadrów główny bohater filmu - staje się nam wyjątkowo bliski. Niejako wchodzimy w jego skórę, patrzymy jego wzrokiem, myślimy jego myślami i emocjonujemy się jego emocjami. A to przecież wspaniała lekcja empatii. Dlatego jeśli zamierzasz poświęcić się rehabilitacji osób podobnie dotkniętych przez los jak Jean-Dominique albo jeśli już rehabilitujesz takie osoby lub opiekujesz się nimi, możesz potraktować ten film jako szczególny podręcznik, wyjątkowo cenne uzupełnienie najlepszych uniwersyteckich książek.

A "Motyl i skafander" przede wszystkim uświadamia nam to, jak bardzo istotna dla kogoś uwięzionego we własnym ciele staje się możliwość kontaktu z ludźmi. Czym oddychanie dla ciała, tym dla naszej świadomości - a przecież wszystko co w nas najistotniejsze to właśnie świadomość - jest spotkanie z drugim człowiekiem i wymiana z nim informacji, spostrzeżeń, wrażeń, emocji. Jeśli informatyka, sprzęt komputerowy i oprogramowanie będą się rozwijać w podobnym tempie jak obecnie, to jako optymista wierzę, że ludziom nieuleczalnie sparaliżowanym będzie coraz łatwiej komunikować się ze światem. Nowoczesne technologie już teraz są znacząco pomocne, ale w przyszłości będzie pewnie możliwe usłyszenie cudzych myśli, sterowanie komputerowym systemem bezpośrednio myślą albo nawet - kto wie - wymiana całego ciała na inne, syntetyczne, jeśli nie doskonalsze, to przynajmniej umożliwiające całkiem znośną egzystencję.

Jednak najbardziej pomysłowe rozwiązania technologiczne są niczym wobec tego, co chyba w relacjach międzyludzkich najbardziej podstawowe i niezbędne, a co nazywamy skromnym słówkiem "empatia".

Na początku drugiej połowy lat 90. ubiegłego wieku, kiedy rozgrywa się główny wątek "Motyla i skafandra", Jean-Dominique Bauby nie mógł jeszcze liczyć na odpowiednie cuda techniki. Miał wszakże w swoim nieszczęściu to szczęście, że otoczyły go opieką osoby nie tylko dysponujące właściwą wiedzą, ale również obdarzone umiejętnością współodczuwania. Zauważmy, że to prawie wyłącznie kobiety traktują Jeana-Dominique'a z intuicyjną, mądrą empatią (chociaż są i takie, które całkiem nieempatycznie próbują go nawrócić na katolicyzm, ale dzięki temu mamy tak kapitalne filmowo wspomnienia z Lourdes). Natomiast mężczyźni w zdecydowanej większości - jeśli o empatię chodzi - okazują się kompletnymi kretynami albo po prostu nie chcą bardziej wysilić myślenia, co także dotyczy doświadczonych lekarzy.

"Motyl i skafander" Juliana Schnabla to również bodaj najdziwniejszy melodramat, jaki dotąd oglądałem. Po jednej bowiem stronie relacji miłości jest sparaliżowany mężczyzna, zaś po drugiej - trzy, a nawet cztery kobiety! Melodramat to bardzo lapidarny, oparty na zaledwie paru krótkich dialogach, pozbawiony ckliwości, ale niepozbawiony przejmującej ludzkiej prawdy, wzruszenia i prawdziwych łez.

Zatem oglądajcie! Ta filmowa opowieść - jak sądzę - przypomni Wam to, że tak naprawdę każdy z nas jest niezniszczalną duchową iskrą, która wszędzie i w każdych warunkach szuka miłości i wolności.

SZUKAJ RECENZJI

miesiąc
rok
szukana fraza