Ale kino+
Kino Mówi: Ekonomia
Blog. AUTORKA I JEJ WIDMO
11 maja 2018 r.

AUTORKA I JEJ WIDMO

AUTORKA I JEJ WIDMO

Jak tego dowiedli liczni badacze, filmy Romana Polańskiego – choć różne gatunkowo i tematycznie – dialogują ze sobą. Łatwo odnaleźć w nich te same motywy, obsesje, środki stylistyczne i fabularne wolty. Nic więc dziwnego, że „Prawdziwa historia” rymuje mi się z poprzednim dziełem polskiego reżysera, świetną „Wenus w futrze” – dowcipną rozprawą na temat masochizmu, wpisaną w autotematyczny kontekst relacji między aktorką a reżyserem. „Prawdziwa historia” też jest o tworzeniu i o masochizmie. O masochizmie tworzenia. Tym razem jednak do gry zostaje wciągnięta także publiczność.

Emmanuelle Seigner, która w „Wenus…” grała aktorkę ubiegającą się o rolę w przedstawieniu – zrazu cichą i pokorną, a z biegiem czasu coraz bardziej apodyktyczną – wciela się w „Prawdziwej historii” w pisarkę bestsellerów, Delphine Dayrieux. Jej najnowsza książka odniosła wielka sukces, a mimo to bohaterka znajduje się na skraju załamania nerwowego, napędzanego między innymi przez kryzys twórczy. Wpatruje się godzinami w pusty ekran komputera i nie jest w stanie napisać ani słowa. Partner Delphine - wzięty krytyk literacki, autor telewizyjnych programów – zostawia ją samą w Paryżu, by nagrywać słynnych pisarzy w innych częściach świata. Co gorsza, ze skrzynki pocztowej wypadają kolejne anonimy, których autor (autorka?) złorzeczy Delphine za to, że opisała w książce historię swojej matki- samobójczyni.

W tej sytuacji oparciem dla znękanej kobiety staje się Elle (czyli po prostu Ona) – elegancka i dystyngowana wielbicielka twórczości naszej bohaterki. Najpierw służy Delphine dobrą radą, a potem zaczyna coraz głębiej ingerować w jej życie. I tu wydaje się, że jesteśmy w domu, bo widzieliśmy i „Misery”, i „Basen”, i „Sublokatorkę”, i parę innych filmów, w których pojawiają się motywy obecne w „Prawdziwej historii”: rywalizacja dwóch kobiet, przejmowanie tożsamości drugiej osoby, toksyczna relacja między artystą a jego fanem, fanką… Elle sama jest pisarką, tyle że nie do końca spełnioną. Pracuje bowiem jako ghostwriterka (oczywiście, nie zapominamy, że Polański nakręcił „Autora-widmo”), pisząca książki za różnych celebrytów. Niewykluczone więc, że jej związek z Delphine zawiera również element zazdrości o sławę. A może, bo i taki trop się pojawia, kryje się tutaj podtekst erotyczny?

Elle w każdym razie nie jest typową psychofanką, obsesyjnie zapatrzoną w obiekt uwielbienia. Zachowuje w stosunku do bohaterki stosowny dystans, potrafi rzeczowo skrytykować jej literackie pomysły, choć bywa także natarczywa i stanowcza. Polański buduje suspens, ale niespiesznie zdąża w stronę thrillera. Widz jednak – ten mądrala, który naoglądał się filmów – wie, że „będzie się działo” i szydzi z naiwności Delphine, która wchodzi w relację z Elle ze zgubnym masochistycznym zapałem. Bohaterka nie tylko pozwala Elle wprowadzić się do swojego mieszkania, lecz także wyjeżdża z nią do odludnego domku na wsi. A tam…

No właśnie, przewidywania i oczekiwania widzów zostają poniekąd spełnione, jednak filmy Polańskiego tym się przecież wyróżniają spośród standardowych produkcji, że mają to „coś”, czego na pierwszy rzut oka nie widać na gładkiej powierzchni fabuły. Jakiś, powiedziałbym, podprogowy przekaz, który zaczyna nas uwierać dopiero po seansie. Lub też, po prostu, są inteligentne w sposób nieosiągalny dla wielu innych twórców kina. „Prawdziwa historia”, oparta na powieści Delphine de Vigan, zapewne nie będzie tym filmem Polańskiego, który z jego twórczości zapamiętamy najbardziej. Potraktowana ze śmiertelną powagą sprowadza się do frazesów, że każdy artysta potrzebuje swojego widma – kogoś, kto będzie go straszył, a jednocześnie stymulował, choćby i „elektrowstrząsami”. Kto, kolokwialnie mówiąc, da mu raz po raz kopa w dupę. Ale dowcip zaczyna się tutaj już w tytule, w owym słowie „prawdziwa”, które przecież niesie niebagatelny ciężar znaczeniowy, tudzież ontologiczny (oryginalny tytuł jest zresztą bardziej wyrafinowany i ambiwalentny: „Na podstawie prawdziwej historii”). Tymczasem, w nawet tak wstrząsająco prawdziwej historii, jaką był „Pianista”, Polański opowiada o rozgrywce, jaką artysta toczy z realiami. Ta rozgrywka bywa mordercza, niebezpieczna, bywa też zabawna i przewrotna, ale zawsze podszyta jest sceptycznym (o ile nie pesymistycznym) podejściem do kwestii „ogarnięcia” rzeczywistości.

Artysta nie stoi jednak na straconej pozycji. Nie może rzeczywistości okiełznać, ale może na niej żerować. Jak pasożyt, który delektuje się potem sławą, chwałą i kasą. Coraz częściej Polański sięga po wątki autotematyczne, by pokazać ludzi zajmujących się sztuką jako osoby cokolwiek podejrzanego autoramentu. My ich mamy za mistrzów i autorytety, a „prawdziwa historia” jest taka, że co jeden (jedna) to narcyz i manipulator.

Prawdziwa historia (D'après une histoire vraie). Reż. Roman Polański. Francja-Belgia-Polska 2017. Dystrybucja Monolith. 109 min

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 568 razy

POZOSTAŁE WPISY

KONIEC PIEŚNI
Tak się złożyło, że premiera drugiej części musicalu "Mamma Mia" zbiegła się z tragicznymi pożarami w Grecji. Na wynik finansowy tej produkcji nie miało to najmniejszego wpływu, tym niemniej budzi się we mnie pewne... WIĘCEJ
31 lipca 2018 r.
MELANCHOLIA VOYEURA
Podglądanie to esencja kina. Ogromny sukces tego medium polegał przecież na tym, że ludzie wreszcie mogli podejrzeć (w dodatku bezkarnie), jak żyją inni. W obcych domach, w obcych krajach. Kino pozwoliło – dzięki... WIĘCEJ
28 lipca 2018 r.
NADZIEJA NA COKOLWIEK
Polskie tłumaczenia zagranicznych tytułów nie tylko potrafią człowieka zaskoczyć (czasami wręcz zaszokować), ale też kryją niejednokrotnie drugie dno (pierwszym jest przeważnie sam polski tytuł). Oto, na przykład, wszedł... WIĘCEJ
19 lipca 2018 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane