Ale kino+
Kino Mówi: Po Oscarach
Blog. DZIĘKI KEVIN!
25 stycznia 2018 r.

DZIĘKI KEVIN!

DZIĘKI KEVIN!

Czyż to nie ironia losu (albo raczej ironia systemu), że film „Wszystkie pieniądze świata” - który jest najbardziej antykapitalistycznym dziełem ostatnich lat - sam stał się modelowym przykładem, jak działają bezwzględne prawa szołbiznesu? Bo tak: początkowo miliardera, Jeana-Paula Getty’ego miał zagrać Christopher Plummer, ale producenci uparli się, że chcą jakieś bardziej komercyjne nazwisko. Rolę sędziwego bogacza otrzymał więc, młodszy od Plummera o drobne 30 lat, Kevin Spacey. Zagrał ją z pomocą charakteryzacji ponoć tak znakomicie, że hollywoodzkie wróble ćwierkały o trzecim Oscarze dla aktora. Wszystko było gotowe, zwiastuny poszły w świat, aż tu nagle Spacey został oskarżony o seksualne molestowanie w wersji homo i w jednej chwili spadł ze szczytów w limbo. Homo alone.

Producenci przestraszyli się strat (nie, bynajmniej nie moralnych), więc wycięli Spacey’a z gotowego filmu i zastąpili go… Christopherem Plummerem. Sceny z udziałem Getty’ego pospiesznie nakręcono od nowa, wyszło jednak na jaw, że, grająca główną rolę, Michelle Williams dostała za te dokrętki stawkę związkową - czyli jakiś tysiąc dolarów za tydzień pracy, natomiast Mark Wahlberg - choć wciela się w postać, bez której fabuła mogłaby się właściwie obyć – wynegocjował dodatkowy milion. Milion z kawałkiem (a ten kawałek starczyłby na spłatę niejednego okupu). Gdy sprawa wyszła na jaw, zrobił się raban medialny. Przyparty do muru Wahlberg przekazał honorarium na organizacje kobiece, ale kazus ten pokazuje, gdzie możemy sobie wsadzić równość -płac, płci czy czegokolwiek innego.

Tymczasem Plummer dostał za swoją rolę (skradzioną czy odzyskaną?) nominacje do wszystkich najważniejszych nagród sezonu, z Oscarem włącznie. A co z wersją Spacey’a? Ano, zapewne za jakiś czas producenci wypuszczą ją na DVD i zarobią na niej wszystkie pieniądze świata. Dodam jeszcze, że mimo wszystko widać w scenach pustynnych, że Plummer został w nie wkomponowany komputerowo. Proszę – czyli jest coś, czego nie można uzyskać nawet za wszystkie pieniądze świata!

I tu kończę złośliwości, bo to jednak film znakomity. Zupełnie się tego nie spodziewałem, nie ze względu na opisany wyżej ambaras, lecz z powodu reżysera – Ridleya Scotta, który ostatnimi czasy coraz częściej popadał w wysokobudżetową bombastyczność. Tym razem jednak odrzucił patos i znowu obrzucił świat chłodnym, przeszywającym spojrzeniem.

„Wszystkie pieniądze świata” odwołują się do prawdziwych wydarzeń z początku lat 70., gdy wnuk Getty’ego, John Paul, został porwany dla okupu, który, oczywiście, wypłacić miał jego dziadek. Ale dziadek stanowczo odmówił, uzasadniając to tym, że posiada 14 wnucząt, więc jakby tak każde chciało, żeby za nie płacić okup… Nawet jednak 14 okupów nie uszczupliłoby majątku krezusa uważanego za najbogatszego człowieka w historii świata. Lecz tylko biedni nie muszą liczyć się z groszem, no bo go nie mają. Getty tak wysoko cenił wartość pieniądza, że w swojej siedzibie postawił budkę telefoniczną. Jeśli któryś z gości chciał zadzwonić, to proszę bardzo – musiał tylko najpierw wysupłać z portmonetki drobne. Niedola najbliższych też Getty’ego nie wzruszała, zwłaszcza, że od ludzi, a już zwłaszcza od krewnych, wolał piękne przedmioty. Te, jak twierdził, niczego nie udają i niczego nie żądają. Są tym, czym są. A czym są i ile kosztują sprawdzić można od razu, bez komplikacji i złudzeń, jakie towarzyszą ustalaniu, ile wart jest dany człowiek.

Skąpstwo Jean-Paula czyni z niego kolejne wcielenie Scrooge’a z „Opowieści wigilijnej” Dickensa. Ale twórcy od początku sugerują, że w tej rozgrywce chodzi o coś więcej niż tylko pieniądze. O co więc? O władzę? Tak, na pewno też. O hierarchię? O pogardę? O rodzinne zaszłości? O rozdęte ego? Wszystko to są dobre tropy, jednak w opowieści kryje się na końcu niespodzianka. Scott pokazuje nam kogoś, kto jest „większy niż życie” i kto pozornie może wszystko. Getty to miliarder na miarę oczekiwań widzów. Kapryśny, złośliwy Bóg, który upokarza lub nagradza, wedle swego widzimisię. Nie liczy się z nikim ani z niczym, nawet z dramatycznymi okolicznościami. Ale sam jest zakładnikiem. Nie własnego bogactwa, lecz – drobna a zasadnicza różnica – systemu, który mu to bogactwo dał. Nazwijmy ten system po imieniu. Tak, macie rację, to właśnie kapitalizm.

W dzisiejszym kapitalizmie pieniądze nie są od tego, by je wydawać. Wydawanie pieniędzy jest przecież takie lewicowe. Pieniądze są od tego, by je inwestować. Porywacze przechodzącego z rąk do rąk John Paula też zainwestowali w ten kidnaping i cały czas kalkulują. Opłaca się zabić czy dalej targować? Lepiej uciąć ucho czy stopę - co podbije cenę i przyspieszy interes? Odsprzedać porwanego konkurencyjnej mafii, jak się odsprzedaje udziały na giełdzie, czy też jeszcze samemu pograć nim w negocjacjach handlowych?

Twórcy wprowadzają zwodniczy wątek quasi-przyjaźni między chłopakiem a jednym z porywaczy, szeregowych żołnierzy mafii. Grany przez Romaina Durisa „Pięćdziesiątka” jest dla swego podopiecznego zarazem aniołem stróżem i aniołem zagłady. Daleko jednak w filmie do neorealistycznej szlachetności. To nie solidarność prekariuszy (jakimże zresztą prekariuszem może być wnuk miliardera?), to nawet nie kumpelska komitywa, to jedynie kalkulacja zysków i strat – tyle że w przeciwieństwie do innych transakcji niepozbawiona elementu ludzkiego. Zażyłość z ofiarą zabezpiecza „Pięćdziesiątkę” z każdej strony. Dzięki niej staje się on pośrednikiem między kontrahentami, a zarazem nie traci honorarium za udział w porwaniu. Zdaje się, że w ogólnym rozrachunku jest największym zwycięzcą - finansowym i moralnym. Bo też „pieniądze nigdy nie są złe, po prostu należą do niewłaściwych osób” – jak mówi przedstawiciel Czerwonych Brygad, do których trafia szukający John Paula asystent Getty’ego. Każdy z nas podpisałbym się pod tym zdaniem. W pieniądzach złe jest tylko to, że nie należą do nas.

Film Scotta byłby może wyłącznie zimną wiwisekcją współczesnego kapitalizmu, gdyby nie fenomenalna rola Michelle Williams jako Gail Harris, matki John Paula. Grać matkę porwanego dziecka - doprawdy nic prostszego. Nawet ja bym takową zagrał. Zestaw póz, min, gestów i słów można kupić za grosze w secondhandzie. A jednak Williams ani na moment nie daje się wbić w schemat. Jej Gail to kobieta raczej rozdrażniona niż zrozpaczona całą sytuacją. Ma jej po dziurki w nosie, nie dlatego, że tak bardzo kocha syna, z którym darła koty, lecz dlatego, że stało się to, przed czym całe życie starała się uciec – uwikłała się w rodowe porachunki Gettych. I teraz musi robić za bizneswoman, próbującą zdobyć kasę na okup i pertraktującą między policją, porywaczami i eksteściem. Ale i ona przecież nie ma nic przeciwko temu, by wszystkie pieniądze świata zmieniły właściciela i trafiły do niej.

Tak więc, cudów rodem z Dickensa w filmie Scotta nie będzie, bo też cuda, proszę państwa, są dla naiwnych. Naiwny, owszem, może przez przypadek zostać milionerem, ale, jak powiada Getty, nie sztuka zostać milionerem, sztuka nim być. I to z pewnością nie jest sztuka naiwna. Podobnie zresztą rzecz wygląda w przypadku kina; naiwni są ci, którzy wydają kasę na bilet, ale nie ci, którzy kasę zgarniają. Ciekawi mnie więc jedna rzecz - jeśli Plummer dostanie Oscara, to czy podziękuje ze sceny Kevinowi Spacey? Jak myślicie?

Wszystkie pieniądze świata (All the Money in the World). Reż. Ridley Scott. USA 2017. Dystrybucja Monolith. Czas 132 min

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 915 razy

POZOSTAŁE WPISY

KONIEC PIEŚNI
Tak się złożyło, że premiera drugiej części musicalu "Mamma Mia" zbiegła się z tragicznymi pożarami w Grecji. Na wynik finansowy tej produkcji nie miało to najmniejszego wpływu, tym niemniej budzi się we mnie pewne... WIĘCEJ
31 lipca 2018 r.
MELANCHOLIA VOYEURA
Podglądanie to esencja kina. Ogromny sukces tego medium polegał przecież na tym, że ludzie wreszcie mogli podejrzeć (w dodatku bezkarnie), jak żyją inni. W obcych domach, w obcych krajach. Kino pozwoliło – dzięki... WIĘCEJ
28 lipca 2018 r.
NADZIEJA NA COKOLWIEK
Polskie tłumaczenia zagranicznych tytułów nie tylko potrafią człowieka zaskoczyć (czasami wręcz zaszokować), ale też kryją niejednokrotnie drugie dno (pierwszym jest przeważnie sam polski tytuł). Oto, na przykład, wszedł... WIĘCEJ
19 lipca 2018 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane