Ale kino+
Co kryje prawda
Blog. HOMO ZAKONSERWOWANY
12 lutego 2018 r.

HOMO ZAKONSERWOWANY

Homo zakonserwowany

Nie, nie będę pisał w odniesieniu do „Niemiłości” o egoizmie, atrofii uczuć i okrucieństwie w relacjach międzyludzkich. Prawdę powiedziawszy bowiem, na poziomie psychologicznym film Andrieja Zwiagincewa wydaje mi się oczywisty, a nawet banalny. Powtarza to, co zostało już dawno temu powiedziane w dziełach Bergmana czy Antonioniego. Zresztą, główny wątek fabuły – niewyjaśnione zaginięcie – to przecież kalka z „Przygody”, podręcznikowego klasyka zrealizowanego w 1960 roku. Minęło prawie 60 lat i, jak zaświadcza „Niemiłość”, nadal nie wiemy, co się stało z Anną.

A co się stało z nami? Na to akurat pytanie Zwiagincew udziela frapujących odpowiedzi. Jednak, by je usłyszeć , nie można zadowolić się frazesami. Bo też rosyjski reżyser wchodzi – podobnie zresztą jak w poprzednim swym dziele, „Lewiatanie” - w polemikę z mocną tradycją kulturową. A także ikonograficzną.

Fabuła filmu jest bardzo prosta. Małżeństwo trzydziestoparolatków rozpada się. Bohaterowie są w trakcie rozwodu, mają nowych partnerów, a na siebie wprost patrzeć już nie mogą. Ale jest jeszcze ich 12-letni syn, Alosza. Zbędny balast. Żadne z rodziców nie chce go brać sobie na głowę. Jak nowe życie, to nowe życie, bez dawnych zobowiązań. Chłopak płacze, podsłuchując nocą kłótnię starych. Następnego dnia znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Zaczynają się poszukiwania.

Rosyjska literatura, ale także rosyjskie kino – zwłaszcza to z czasów ZSRR – przyzwyczaiło nas do tego, że na Wschodzie miłość jest wartością absolutną. Miłość ratuje, miłość zbawia. Tam, gdzie materia jest zdegradowana i skorumpowana, tam pozostaje duchowość. Dzięki duszy ciało może odkupić swoje grzechy, a swe doczesne członki oblec w duchową szatę, która – by użyć języka już bardziej współczesnego – stanowi „dress code” zezwalający na wstęp do wieczności. Rosja jest wieczna, bo wieczna i niezmienna jest jej dusza. To stanowi o odrębności kulturowej, mentalnej i każdej innej tego kraju. Odrębności, na którą spoglądamy – także my, Słowianie, ale zachodni! – z fascynacją i nienawiścią, z przerażeniem i uznaniem, z satysfakcją i pogardą przybierającą postać tych wszystkich kawałów, memów, mądrości ludowych dowodzących, że Rosji rozumem i na trzeźwo „nie razbieriosz”.

„Skomplikowana dusza rosyjska” to fetysz Zachodu. To wytrych. To klisza, którą przystawiamy do wszystkiego, co przychodzi z tamtej strony świata. A tu nagle Zwiagincew powiada, że żadnej duszy nie ma. Daliśmy się nabrać, jak ów chłopczyk, który łudził się, że rodzice go kochają. „Niemiłość” – już sam tytuł filmu jest demonstracyjnie nierosyjski.

Bohaterowie Zwiagincewa to tacy sami ludzie jak my. Tacy sami ludzie jak wszyscy. Niczym się nie różnią od przeciętnego, dobrze sytuowanego Francuza, Niemca czy Polaka. Na postsowieckie bloki patrzą przez wielkie, wypucowane okna swych przestronnych apartamentów, urządzonych najbanalniej na świecie. Katalogowo, bezosobowo. Żadne tam chruszczowki, żadne komunałki, gdzie w dusznej klitce zdegradowany inteligent upycha tomy poezji Puszkina i powieści Dostojewskiego, pijąc na przemian czaj z samowara i wódkę ze szklanki. Za ścianą zaś pijany sąsiad maltretuje żonę, by dać wyraz tragedii prostego ludu. Ona zaś go błogosławi, bo przecież miłość wszystko wybacza.

W rosyjskiej sztuce miłość jest zawsze bezwarunkowa. To miłość matki, miłość kochanki, miłość „idioty” czy innego bożego szaleńca, miłość do ojczyzny, miłość do Ojca lub do partii. Wreszcie, miłość prostytutki (kłania się „Zbrodnia i kara”). Zwiagincew w swoich filmach po kolei obala te miłości. Pokazuje nam za to różne oblicza niemiłości. Niemiłość matki, niemiłość do ojczyzny, niemiłość Cerkwii itd. itp. Co ciekawe, polsko brzmiące słowo „milost” to po rosyjsku „miłosierdzie”. Miłosierdziem zaś rosyjscy twórcy szafowani przez wieki bez umiaru. U Zwiagincewa zaś miłosierdzia nie ma jeszcze bardziej niż miłości.

Cały czas pokutuje - w kinie, w literaturze, lecz także wśród polskich intelektualistów z poczuciem nieukrywanej moralnej wyższości komentujących rosyjską rzeczywistość - przekonanie, że za zbrukanie rosyjskiej duszy odpowiada system radziecki. Stworzył on homo sovieticusa – spauperyzowanego, spsiałego osobnika o skrzywionej moralności i mentalności. Jest on zdolny do najgorszych zbrodni, ale w głębi jego zaczadzonego, utytłanego w błocie jestestwa istnieje nieusuwalna, niegasnąca iskra dobra. Trzeba do niej dotrzeć, trzeba ją rozpalić, by ten pokraczny, przerażający stwór odrodził się, zmartwychwstał. By z bestii stał się świętym.

U Zwiagincewa nie nastąpi ani wstrząs moralny, ani iluminacja. Nie będzie skruchy, nie będzie kary za grzechy. Homo sovieticusa zastąpił homo putinus? Jak gdzieś czytałem, popularność Putina wynika w dużej mierze z tego, że jako pierwszy z rosyjskich przywódców pozwolił obywatelom się bogacić. I co więcej, dał im prawo do prywatności. Dla siebie zatrzymał państwo. To akurat się nie zmienia – państwo w „Niemiłości” jest nadal nieprzyjazne. Reprezentuje je opryskliwy policjant, który beszta bohaterkę, że nie ma czasu szukać jej „głupka”, bo musi się zajmować papierkową robotę. Każe jej się zgłosić do grupy wolontariuszy, którzy niczym zgrany kolektyw z dawnych radzieckich filmów przeczesują okolicę. Może to jakiś zalążek społeczeństwa obywatelskiego? Nie zajmujący się polityką, ale dobrze zorganizowany, solidarny? Zwiagincew daleki jest od wyciągania podobnych wniosków, zwłaszcza że poszukiwania prowadzą donikąd.

Gdzieś już widzieliśmy to „donikąd”! Zrujnowany ośrodek bodaj sportowy, zbudowany w latach 60. czy 70. ubiegłego wieku, teraz grożący zawaleniem. Tam po raz ostatni widziano Aloszę. Kamera Michaiła Kriczmana w sekwencji statycznych ujęć pokazuje fascynujące w swej destrukcji wnętrza. Ależ tak, przecież to przestrzenie żywcem wyjęte z „zony”, do której prowadzi bohaterów Stalker z filmu Andrieja Tarkowskiego! Tyle że nie ma w nich już żadnego przewodnika, ojca duchowego, nie ma Aloszy czy innego małego zbawiciela. Żadnej niewinnej duszy. W ogóle żadnej duszy. Nie ma metafizycznych złudzeń i „promieniotwórczej” energii. Tarkowski się nadął, Tarkowski wieszczył, Zwiagincew spuszcza powietrze. I pokazuje to, co jest. Czyli ruinę.

Co można z nią zrobić? Ano, można zrobić to, co robi się na całym świecie. Zakryć ją hipokryzją. Zwracam uwagę na początkowe sceny filmu, rozgrywające się w korporacji, w której pracuje ojciec Aloszy. Najbardziej boi się on, by wieść o jego rozwodzie nie dotarła do przełożonego, „brodacza”, który jest prawosławnym fundamentalistą. Przyjmuje do roboty wyłącznie osoby żyjące w sakramentalnych, pobłogosławionych przez Cerkiew związkach. Każe też swoim pracownikom chodzić, wraz z rodzinami, na pielgrzymki. „Zawsze może być gorzej” – komentuje kosmetyczka, wykonując depilację części intymnych byłej żonie bohatera. Jej znajomym bowiem szef kazał jeździć na narty i uprawiać niebezpieczne dla życia sporty zimowe.

Homo putinus spotyka się z homo corporaticus, typem zaiste globalnym. Homo corporaticus dba nade wszystko o pozory. Ma własne, nie zawsze „porządne” życie, ale nie ma, nie chce mieć swojego zdania. Jest konserwatystą w tym sensie, w jakim konserwatyzm oznacza akceptację status quo, które pozwala na zakonserwowanie wygodnego „poziomu materialnego”.

Kreśląc, tym razem w wymiarze kameralnym, powszechnie obowiązujący konformizm Zwiagincew nie ucieka od rosyjskich realiów, ale ani myśli łaskotać widza obrazkami rosyjskiego folkloru. Jak już, to zamiast tradycyjnego okrzyku: „Ta Rosja jest dziwna”, możemy raczej westchnąć, że Rosja Putina jest dzisiaj wszędzie. Małoletni chłopak, który mógłby być nadzieją na zmianę pokoleniową, znika znienacka i bez śladu, niczym przedstawiciel niewygodnej opozycji. Zniknął, zanim zdołał zrozumieć, co w życiu jest najważniejsze.

Niemiłość (Neljubow). Reż. Andriej Zwiagincew. Rosja-Francja-Niemcy-Belgia 2017. Dystrybucja Against Gravity. 127 min

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 889 razy

POZOSTAŁE WPISY

KONIEC PIEŚNI
Tak się złożyło, że premiera drugiej części musicalu "Mamma Mia" zbiegła się z tragicznymi pożarami w Grecji. Na wynik finansowy tej produkcji nie miało to najmniejszego wpływu, tym niemniej budzi się we mnie pewne... WIĘCEJ
31 lipca 2018 r.
MELANCHOLIA VOYEURA
Podglądanie to esencja kina. Ogromny sukces tego medium polegał przecież na tym, że ludzie wreszcie mogli podejrzeć (w dodatku bezkarnie), jak żyją inni. W obcych domach, w obcych krajach. Kino pozwoliło – dzięki... WIĘCEJ
28 lipca 2018 r.
NADZIEJA NA COKOLWIEK
Polskie tłumaczenia zagranicznych tytułów nie tylko potrafią człowieka zaskoczyć (czasami wręcz zaszokować), ale też kryją niejednokrotnie drugie dno (pierwszym jest przeważnie sam polski tytuł). Oto, na przykład, wszedł... WIĘCEJ
19 lipca 2018 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane