Ale kino+
Kino Mówi: Wyparcie
Blog. I PO BAJCE
30 czerwca 2018 r.

I PO BAJCE

I PO BAJCE

Być może zastanawialiście się kiedyś, co się dalej działo z Kopciuszkiem. Czy aby na pewno żył długo i szczęśliwie. A może szybko się zaćpał na śmierć (na dworze książęcym z pewnością nie brakowało środków odurzających) albo uciekł z Tomciem Paluchem? Lub zgoła z Czerwonym Kapturkiem (swoją drogą, dlaczego Kopciuszek, tudzież Czerwony Kapturek, uciekł, a nie uciekła – daje Wam to do myślenia?). Dokument Kevina Macdonalda o Whitney Houston jest właśnie czymś w rodzaju dalszego ciągu opowieści o Kopciuszku. Bajkę mamy na początku. Oto młoda dziewczyna, wywodząca się z afroamerykańskiej rodziny zamieszkującej złą dzielnicę miasta Newark, staje się najpopularniejszą piosenkarką na świecie. Sprzedaje miliony, zarabia miliardy. Potem bierze ślub z księciem rozrywki, Bobby Brownem. A potem jest już tylko długie spadanie, zakończone w lutym 2012 roku w hotelowej wannie. Była bajka, nie ma bajki.

Ale dokument Macdonalda nie jest bajką. Nie jest nawet antybajką. Jest filmem rzeczowym i niezbyt sentymentalnym. Reżyser sadza przed kamerą bliskich i znajomych Whitney, a następnie zadaje im konkretne pytania, na które uzyskuje konkretne odpowiedzi. Albo nie uzyskuje; jednak i brak odpowiedzi jest tutaj odpowiedzią. To, co nie zostaje powiedziane wprost, możemy sobie dośpiewać.

Macdonald gromadzi więc mnóstwo faktów i sugestii, ale nie narzuca nam schematu interpretacji życia Houston. Bo też, w gruncie rzeczy, ten schemat pcha się sam. Trochę mieliśmy ostatnio dokumentów o sławnych, którzy odeszli przedwcześnie. „Amy” o Amy Winehouse, „McQueen” o Aleksandrze McQueenie… Dorzućmy jeszcze np. biografię George’a Michaela (śpiewał w duecie z Whitney), która ani chybi pichci się już w hollywoodzkich studiach. W gruncie rzeczy wszystkie te życiorysy, mimo różnych realiów, wyglądają tak samo. Skromne początki, gwałtowne szczytowanie, ogromny sukces osiągnięty w młodym wieku. A następnie: depresja, narkotyki, alkohol, nieudane życie rodzinne i uczuciowe, załamania kariery, aż po gwałtowne zejście z tego świata.

Bądźmy szczerzy – publiczność oczekuje takiej właśnie opowieści i nie wyobraża sobie, by mogła ona przybrać inną formę narracyjną. Publiczność chce uronić łzę nad idolem, a jednocześnie pomyśleć : „Jezu, jak dobrze, że ja nie jestem żadnym celebrytą i umrę spokojnie w swoim łóżku na raka”. Publiczność chce dostać ruchomą ilustrację życiowej mądrości, że pieniądze szczęścia nie dają. I dostaje. Cóż, fakty mówią same za siebie.

Macdonald szczęśliwie jednak nie ułatwia widzowi sprawy. Bo cóż było powodem, że życie Houston potoczyło się tak, a nie inaczej? Trauma z dzieciństwa, jak twierdzą domorośli psychoanalitycy (Whitney była molestowana przez kuzynkę)? Niepewność co do własnej orientacji seksualnej (była bi? była les?) i konserwatywne wychowanie, które kazało jej brnąć w hetero-monogamiczno-rodzinny szablon? Cynizm i wyrachowanie otoczenia, które żerowało na jej sukcesach i pieniądzach? Presja ze strony show-biznesu? Rozdwojenie jaźni między wizerunkiem zdrowej, seksownej, utalentowanej, prawie-że-białej dziewczyny, a prawdziwym „ja”? Narkotyki, których nierozsądnie spróbowała w młodym wieku i których nigdy już nie odstawiła? A może naiwność, ignorancja, wręcz głupota - Houston nie była wyrafinowaną intelektualistką, osiągnęła szczyt w błyskawicznym tempie, a potem nikt mądrzejszy jej nie pomógł wyplątać się z trybów rozpędzonej machiny? Ktoś zna odpowiedź?

Ja nie znam i Macdonald też nie udaje, że ją zna. Zresztą, idiotą jest ten, kto sądzi, że istnieje jedna odpowiedź. Że w ogóle istnieje jakaś odpowiedź. Najciekawszymi fragmentami dokumentu są materiały z prywatnego archiwum - z domu, z kulisów koncertów – gdy Whitney pozwala sobie na gorzkie komentarze, zarówno pod adresem swojej osoby, jak i przemysłu rozrywkowego. „Paula Abdul to gówno. Fałszuje na własnej płycie” – mówi młodziutka, ambitna Houston, która kilkanaście lat później będzie masakrować swe hity na koncertach.

Talent wokalny Whitney nie ulegał wątpliwości, ale nigdy nie należała ona do grona moich ulubionych artystów. Owszem, emocjonowałem się nią w liceum, jako nastolatek, potem jednak zapomniałem o jej piosenkach. Matka Whitney, Cissy Houston mówi w filmie, że śpiewać można na trzy sposoby - z głowy, z serca i z bebechów – i że jej córka opanowała je wszystkie. Ale chyba nie zaśpiewała piosenki, w której połączyłaby te źródła. Być może więc rację mieli ci, którzy wygwizdali Whitney podczas rozdania Soul Train Music Awards za zdradę „czarnego” ducha i podporządkowanie się „białym” regułom. Tak, muzyka Whitney to był gładki produkt skrojony pod masowe gusta. Za dużo „pop”, za mało „soul”, czy jak to tam nazwiemy. Tymczasem życie Whitney pełne było czerni. Ale nie zdążyła nam jej wyśpiewać, choćby i fałszując. Tak jak zdążyła np. Billie Holiday na płycie „Lady in Satin”.

A może problem polegał po prostu na tym, że Whitney miała za dużo pieniędzy? Bo dokumenty o sławnych przeklętych z pewnością pozbawiają mnie złudzeń w kwestii stoczenia się. Nigdy nie uda mi się stoczyć. Zwyczajnie mnie na to nie stać. Życie destrukcyjne, toksyczne, życie wszeteczne wymaga ogromnych nakładów. Milionów dolarów wyrzucanych na tony kolejnych używek. A sami powiedzcie - ileż ja mogę kupić narkotyków za swoją nędzną pensję?

Whitney. Reż. Kevin Macdonald. Wlk.Brytania-USA 2018. Dystrybucja Kino Świat. Czas 120 min

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 832 razy

POZOSTAŁE WPISY

KONIEC PIEŚNI
Tak się złożyło, że premiera drugiej części musicalu "Mamma Mia" zbiegła się z tragicznymi pożarami w Grecji. Na wynik finansowy tej produkcji nie miało to najmniejszego wpływu, tym niemniej budzi się we mnie pewne... WIĘCEJ
31 lipca 2018 r.
MELANCHOLIA VOYEURA
Podglądanie to esencja kina. Ogromny sukces tego medium polegał przecież na tym, że ludzie wreszcie mogli podejrzeć (w dodatku bezkarnie), jak żyją inni. W obcych domach, w obcych krajach. Kino pozwoliło – dzięki... WIĘCEJ
28 lipca 2018 r.
NADZIEJA NA COKOLWIEK
Polskie tłumaczenia zagranicznych tytułów nie tylko potrafią człowieka zaskoczyć (czasami wręcz zaszokować), ale też kryją niejednokrotnie drugie dno (pierwszym jest przeważnie sam polski tytuł). Oto, na przykład, wszedł... WIĘCEJ
19 lipca 2018 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane