Ale kino+
KINO MÓWI
Blog. IDIOCI
20 listopada 2017 r.

IDIOCI

IDIOCI

Oparty na scenariuszu Coenów, a wyreżyserowany przez ich ulubionego aktora, George’a Clooneya, „Suburbicon” ma taki sam punkt wyjścia jak kilka innych dzieł piekielnie zdolnych braciszków (choćby „Fargo”). Oto zacny obywatel robi coś głupiego i brzydkiego, co prowadzi w konsekwencji do masakry i kataklizmu. Motywowany chciwością i najtrywialniejszym egoizmem czyn w ekspresowym tempie obraca się przeciwko jego sprawcom, zmiatając po drodze także kilka niewinnych ofiar. „Suburbicon” zapełnia więc kolejną kartę w jakże opasłej księdze dziejów ludzkiej głupoty.

Tym razem jednak do głównej opowieści dodany został wątek rasowy. Rzecz bowiem dzieje się pod koniec lat 50. na amerykańskich przedmieściach – ślicznych, schludnych, bogatych, zuniformizowanych i (pozornie) bezpiecznych, gdzie „wszyscy różni, wszyscy biali”. Wyglądają te suburbia jak spełniony sen polskich mieszczuchów, idących ramię w ramię z faszystami w Marszu Niepodległości. Sen śniony nad Wisłą już w głębokiej komunie i realizowany – z lepszym lub gorszym skutkiem – co najmniej od czasu przełomu ustrojowego. Tyle że sen może okazać się koszmarem, nieprawdaż?

Utopia kończy się, gdy do jednego z wypucowanych domków wprowadza się rodzina Afro-Amerykanów. Mieszkańcy najpierw reagują paniką, bo, owszem, jako ludzie wielce światli i liberalni opowiadają się za integracją rasową, no ale jednak „murzyn musi znać swoje miejsce”. Atmosfera grozy narasta, stawiane są płoty wokół posiadłości nowych sąsiadów (czytelna aluzja do planów Trumpa, by odgrodzić się murem od tych „brudnych” Meksykanów). Dochodzi do protestów, demonstracji, zamieszek i wreszcie nieomal linczu. To wszystko jednak dzieje się niejako na marginesie najzupełniej białej historii o małomównym pracowniku korporacji, Gardnerze (Matt Damon) i jego rodzinie, którą napadają dwa nieprzyjemne typki. W czasie włamania życie traci, sparaliżowana od pasa w dół po wypadku samochodowym, pani domu. Nie trzeba być Agathą Christie, by domyślić się raz dwa, że ów napad to niezgrabnie szyta grubymi nićmi ściema, której celem jest wyciągnięcie kasy od ubezpieczyciela, tudzież zalegalizowanie nowego układu erotycznego; miejsce Rose zajmuje czym prędzej jej siostra-bliźniaczka, Margaret (podwójna rola Julianne Moore). Milutka paniusia w blond-trwałej, uśmiechająca się do świata szeroko, choć jakby z zaciśniętymi zębami.

Cały „misterny” plan wali się niczym klocki ustawionego przez dziecka domina. Dziecko jest zresztą naszym przewodnikiem po świecie Suburbiconu. Na krwawe zdarzenia patrzymy - najpierw zdziwionymi, potem coraz bardziej przerażonymi – oczami syna Rose i Gardnera, Nicky’ego (Noah Jupe). Show zaś kradnie fenomenalny Oscar Isaac w roli cwanego agenta ubezpieczeniowego, który w pewnym momencie wkracza do gry. Wcale bym się nie obraził, gdyby to Isaac właśnie dostał niedługo Oscara za drugi plan. Przyjemności odbiorczych mamy tu więc całkiem sporo, choć to i owo można Clooney’owi zarzucić. Np. że długo nie trafia we właściwy ton. Fabuła dopiero w drugiej części nabiera wigoru. Zbyt często też reżyser podpiera się muzyką ilustracyjną Alexandre’a Desplata, która właściwie nieprzerwanie podbija bębenek i tak już wymownych scen.

Jednak specyficzny styl Coenów, balansujący wirtuozowsko między absurdem i naturalizmem, umownością i dosłownością, jest nie do podrobienia, nawet przez ich drogiego przyjaciela. Przeszkadza mi również natrętna symetryczność wątków – rasowego i sensacyjnego, a także morał, w którym nadzieja na przyszłość zostaje złożona w ręce młodego pokolenia. Tu już nie wiem, czy pretensje mieć do scenarzystów, czy wciąż do reżysera (skądinąd także podpisanego jako jeden ze współscenarzystów).

Summa summarum jednak takie filmy jak „Suburbicon” dostarczają satysfakcjonującego katharsis. Choć może to nie katharsis, a antykatharsis, które zamiast oczyszczać zanieczyszcza. Zbryzgani litrami lejącej się bez sensu krwi, oświnieni potężnymi wytryskami tępoty i łajdactwa nie mamy po seansie najmniejszych wątpliwości, że żyjemy w świecie idiotów. Ba! Sami ten świat tworzymy.

Suburbicon. Reż. George Clooney. Wlk. Brytania-USA 2017. Dystrybucja Monolith. Czas 105 min

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 803 razy

POZOSTAŁE WPISY

KONIEC PIEŚNI
Tak się złożyło, że premiera drugiej części musicalu "Mamma Mia" zbiegła się z tragicznymi pożarami w Grecji. Na wynik finansowy tej produkcji nie miało to najmniejszego wpływu, tym niemniej budzi się we mnie pewne... WIĘCEJ
31 lipca 2018 r.
MELANCHOLIA VOYEURA
Podglądanie to esencja kina. Ogromny sukces tego medium polegał przecież na tym, że ludzie wreszcie mogli podejrzeć (w dodatku bezkarnie), jak żyją inni. W obcych domach, w obcych krajach. Kino pozwoliło – dzięki... WIĘCEJ
28 lipca 2018 r.
NADZIEJA NA COKOLWIEK
Polskie tłumaczenia zagranicznych tytułów nie tylko potrafią człowieka zaskoczyć (czasami wręcz zaszokować), ale też kryją niejednokrotnie drugie dno (pierwszym jest przeważnie sam polski tytuł). Oto, na przykład, wszedł... WIĘCEJ
19 lipca 2018 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane