Ale kino+
KINO MÓWI
Blog. INSTYNKT W PREZERWATYWIE
25 września 2017 r.

INSTYNKT W PREZERWATYWIE

INSTYNKT W PREZERWATYWIE

U Rubena Östlunda najbardziej lubię spojrzenia dzieci, które obserwują kompromitację dorosłych. Są zażenowane. Spuszczają wzrok i wbijają go w ziemię. Milczą. Bo co mogą powiedzieć, gdy wali się w gruzy rodzicielski autorytet? W „The Square” takimi właśnie - od pewnego momentu już tylko niemymi - świadkiniami katastrofy, jaką sam na siebie sprowadza główny bohater, są jego dwie córeczki. Ale w filmie pojawia się jeszcze jeden małolat – chłopak, którego Christian naraził na gniew ojca. I tenże brzdąc ani myśli milczeć. Wygarnia mężczyźnie (jak zresztą i innym dorosłym), co myśli o jego zachowaniu. Uparty, stanowczy, natarczywy, wydaje się zupełnie niespeszony faktem, że opieprza kogoś, kto jest od niego starszy, wyższy, silniejszy, więc teoretycznie powinien być także mądrzejszy.

„The Square” generalnie wygląda na film rezolutnego nastolatka, który robi tzw. fejspalm, patrząc na to, jak się zachowują ludzie dookoła niego. Zwłaszcza ci należący do elity społeczeństwa. Czyli np. Christian, dyrektor muzeum sztuki nowoczesnej. Mężczyzna w średnim wieku, elegancki, zamożny, wykształcony, elokwentny, w okularach z designerskimi, czerwonymi oprawkami. Umysł ma otwarty, horyzonty szerokie, poglądy słuszne. I, co więcej, potrafi je błyskotliwie (no, może nieco mętnie) uzasadnić. A jednak jest głupkiem. I skąd się ta głupota w człowieku bierze?

Christianowi zmierzającemu do pracy kradną telefon i portfel. Udaje mu się namierzyć aktualne położenie jego smartfonu – nie najlepsze, powiedzmy sobie szczerze, bo w bloku zamieszkanym przez biedotę. Za podszeptem współpracownika bohater postanawia do wszystkich mieszkań owego mrówkowca wrzucić list z pogróżkami i żądaniem zwrotu zagrabionego mienia. Przecież ktoś z lokatorów i tak jest winny. Ta dziecinna akcja ma swoje żałosne, choć dla postronnego widza całkiem zabawne konsekwencje.

W muzeum natomiast trwają przygotowania do kolejnej progresywnej wystawy, zatytułowanej jak cały film -„The Square”. Kwadrat stworzony przez artystkę z Argentyny ma stać się azylem „troski i zaufania”. Kto w nim stanie i o coś poprosi, temu nie można odmówić. Tymczasem Christian odmawia kolejnym żebrakom, którzy proszą go o parę groszy. Mówi, że nie ma drobnych. Ja też tak mówię, co zresztą jest często prawdą, bo w dzisiejszych czasach, zwłaszcza w Polsce (gdzie o drobne dopominają się częściej sprzedawcy niż żebracy), nosi się ze sobą wyłącznie kartę. A czyż można wymagać od żebraków, by zaopatrzyli się w terminale? To dopiero byłby nieludzki, szowinistyczny, dyskryminacyjny postulat!

Mamy więc na ekranie grzeczne i wyedukowane szwedzkie społeczeństwo, które najuboższym zamiast kasy oferuje filantropię wyrazów solidarności i postępowych idei. Zwłaszcza na polu wysublimowanej sztuki, tj. społecznego marketingu, bo dzisiaj jedno i drugie to właściwie to samo. Owszem, czasami bomba czyni więcej szkody niż pożytku, jak w przypadku „teasera” wystawy, pokazującego wybuchającą dziewczynkę. Ale trzeba to wkalkulować w koszty, także w koszty ludzkie. Przez własną głupotę Christian staje się jednym ze skutków ubocznych wystrzałowej akcji marketingowej.

Co prawda Östlund nie pokazuje, jak wyklęty powstaje lud ziemi, ale ostrzega, że w społeczeństwie, które wszystko sobie ładnie posegregowało, które umie odróżnić słuszne od niesłusznego i które kontentuje się własnymi cnotami, coś zostało wepchnięte do szafy i obwarowane tabu. Tym czymś są instynkty - kultura wzięła je w swoje tryby, naznaczyła wstydem i poddała mechanizmom racjonalizacji (vide - wyborna scena erotyczna z udziałem kondomu; swoją drogą, czy ktoś już napisał książkę „Prezerwatywa a kino”?). Jakie niebezpieczeństwo niesie ze sobą wypieranie instynktów demonstruje natomiast kluczowa sekwencja – performansu, podczas którego aktor udaje dziką małpę i nieco wykracza poza granice konwencji.

Nagrodzony Złotą Palmą „The Square” nie jest zresztą pierwszym filmem z ostatnich miesięcy, który antidotum na nieautentyczność cywilizacji i społecznych zachowań widzi w odkryciu swej zwierzęcości. Przypomnijmy, podobnego zresztą w tonacji, „Toniego Erdmanna”, gdzie główny bohater przebierał się za włochacza, by obnażyć sztuczność, pompę i celebrę. Tam jednak granice zabawy, choćby i prowokacyjnej, nie zostały przekroczone. Szwedzki reżyser natomiast robi mały kroczek, który prowadzi od „sztuki krytycznej” do najprawdziwszej grozy.

Zresztą, może to nie są tak do końca instynkty, może to zwykły wku... Bo nie wiem, czy w Szwecji wolno się wku...ać. Z filmu wynika, że nie bardzo, a, jak wiadomo, wszelkie stłamszenie jest niezdrowe. W zdrowej Polsce nie rozumiemy takiej postawy. My wciąż jesteśmy krajem szczerym, w którym biją po mordzie bez skrupułów i bez kalkulacji.

Prawdę mówiąc, obserwacje Östlunda nie wydają mi się jakoś wstrząsająco odkrywcze. Egoizm zadowolonych z siebie przedstawicieli zachodnich elit, zakodowanych na polityczną poprawność i wygłaszających puste frazesy, znamy z wielu innych dzieł wizualnych i literackich. Kpiny ze współczesnej sztuki są tak stare, jak stara jest współczesna sztuka, czyli liczą sobie tysiące lat. Męskość w stanie kryzysu - która tutaj symbolicznie nie chce wypuścić z rąk gumki wypełnionej własnym nasieniem - to także temat wałkowany ostatnio wielokrotnie. O opozycji kultura versus natura nie ma nawet co wspominać, gdyż sięga ona korzeniami czasów pierwotnych.

Tym niemniej, „The Square” jest filmem prześmiesznym, który wprawia widza w coś pomiędzy chichotem a konfuzją. „Co za obciach!” – myślimy sobie, gdy bohaterowie zachowują się jak nierozgarnięte dzieciaki. Tylko z kogo my się tu śmiejemy? Choćby w scenie wernisażu, kiedy to publika rusza pospiesznie do zastawionych stołów.

Szkoda jedynie, że Östlund pod koniec zmienia ton z satyrycznego na moralizatorski. To kolejny argument za tym, czego domagam się nie od dzisiaj - wszystkie filmy należy obligatoryjnie skrócić o dwadzieścia minut. Pomyślcie tylko, ile dzięki temu można zaoszczędzić czasu na bankiet po premierze.

The Square. Reż. Ruben Östlund. Szwecja-Niemcy-Francja-Dania 2017. Dystrybucja Gutek Film. 142 min

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 1301 razy

POZOSTAŁE WPISY

KONIEC PIEŚNI
Tak się złożyło, że premiera drugiej części musicalu "Mamma Mia" zbiegła się z tragicznymi pożarami w Grecji. Na wynik finansowy tej produkcji nie miało to najmniejszego wpływu, tym niemniej budzi się we mnie pewne... WIĘCEJ
31 lipca 2018 r.
MELANCHOLIA VOYEURA
Podglądanie to esencja kina. Ogromny sukces tego medium polegał przecież na tym, że ludzie wreszcie mogli podejrzeć (w dodatku bezkarnie), jak żyją inni. W obcych domach, w obcych krajach. Kino pozwoliło – dzięki... WIĘCEJ
28 lipca 2018 r.
NADZIEJA NA COKOLWIEK
Polskie tłumaczenia zagranicznych tytułów nie tylko potrafią człowieka zaskoczyć (czasami wręcz zaszokować), ale też kryją niejednokrotnie drugie dno (pierwszym jest przeważnie sam polski tytuł). Oto, na przykład, wszedł... WIĘCEJ
19 lipca 2018 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane