Ale kino+
Kino Mówi: Niezniszczalne
Blog. JAK NIE ZOSTAĆ NA LODZIE
13 marca 2018 r.

JAK NIE ZOSTAĆ NA LODZIE

JAK NIE ZOSTAĆ NA LODZIE

Tonya Harding miała to szczęście w nieszczęściu, że jej sława i niesława przypadły na czasy jeszcze przedinternetowe. Dzisiaj od razu stałaby się memem, a wyrok w sprawie napaści na Nancy Kerrigan wydaliby natychmiast nie sędziowie, a hejterzy. W latach 90. media, owszem, koczowały pod domem łyżwiarki i biły pianę przez kilka miesięcy, ale wreszcie o całej sprawie zapomniały. Opinia publiczna natomiast zapomniała o Harding. Dopiero teraz zdajemy sobie sprawę, że prawo do bycia zapomnianym jest czymś cennym i coraz rzadszym. Internet bowiem nie zapomina nigdy i zawsze gotów jest świadczyć przeciwko nam.

Czy jednak Tonya chciała zostać zapomniana? W Ameryce oznacza to przecież spadek na najniższy szczebel drabiny społecznej. Ale czy w ogóle chciała zostać sławna? Trudno powiedzieć. Na pewno musiała zostać sławna, bo tak jej nakazały matka i kultura. Film Craiga Gillespiego jest jak cyniczny chichot historii. Ideał sięgnął bruku, ale grunt, że został osiągnięty. To opowieść o Tonyi, a nie o jej rywalce i ofierze, medalistce olimpijskiej, Nancy Kerrigan dostała nominacje do Oscarów. To Tonyę, a nie Nancy zagrała młoda gwiazda, Margot Robbie. To za rolę matki Tonyi, a nie Nancy Alison Janney zdobyła statuetkę Akademii i wszystkie inne najważniejsze nagrody sezonu. Nic dziwnego, że Harding jest filmem zachwycona, za to Kerrigan nie chce go oglądać.

Twórcy igrają z rozmaitymi kategoriami czy wręcz wartościami, które z pewnością (ale czy na pewno?) w ostatnich latach uległy, no właśnie, przewartościowaniu. Weźmy choćby prawdę. Film, jak informuje plansza na początku, oparty jest na najautentyczniejszych wywiadach z prawdziwymi bohaterami. Niczym w dokumencie siedzą oni – czy też raczej siedzą aktorzy, którzy się w nich wcielają – przed kamerą i gadają. To zaś, co nagadają, zostaje zilustrowane przez retrospekcje. Ale zeznania bohaterów bywają sprzeczne albo niepełne. Ktoś tu czegoś nie pamięta lub pamiętać nie chce, słowo staje przeciwko słowu, fakty ścierają się ze wspomnieniami i przemilczeniami, a wszystko w dodatku ujęte jest w cudzysłów filmowej konwencji. Ale też nie prawdę dzisiaj chodzi, lecz o narrację. Która będzie silniejsza, ta zwycięży. W starciu Harding-Kerrigan sytuacja wygląda następująco: Kerrigan pobił napastnik nasłany przez męża Tonyi (a być może i przez samą Tonyę), Nancy z kolei wielokrotnie pobiła Harding w zawodach sportowych. Teraz zaś Harding pobiła wszystkich, bo ma hit w kinach na całym świecie. Może więc z pełną, choć spóźnioną satysfakcją powiedzieć tak, jak chce polski tytuł: „Jestem najlepsza”. A Kerrigan? Wykonała bezbłędnie na olimpiadzie swój program i zajęła drugie miejsce. Zaledwie drugie. Nigdy nie była najlepsza. Taka jest prawda. Bardziej niż o prawdę trzeba zadbać o wizerunek. I to akurat nie zmienia się od wieków.

Prawda Harding kryła się w wizerunku prostej, rock-and-rollowej dziewczyny, która odstawiała harce na lodzie do muzyki ZZ Top i innych zespołów metalowych. Ta figura była jednak nie do przyjęcia dla sędziów łyżwiarstwa figurowego – dyscypliny, w której wciąż, zdaje się, mile widziane są jedynie baletnice rodem z „Jeziora łabędziego” i śliczne księżniczki w kusych sukienkach. Mimo więc technicznej biegłości Harding, nieustannie obniżano jej noty za „złe zachowanie”, czyli niewłaściwą prezencję. Swoją drogą, doskonale pamiętam (doskonale – ha! ha! ha!) tamte emocje, gdyż na przełomie lat 80. i 90. pasjami oglądałem łyżwiarstwo figurowe. I pamiętam, że Harding zawsze robiła za czarny charakter. Ton sprawozdawców sportowych, te wszystkie ich uwagi jako ona „wulgarna” i „niezgrabna” (ale także kontekst jej rywalek, śliczniusich lolitek rozkwitających na tafli „jak kwiatuszki”) sprawiały, że Harding uchodziła w moich (i nie tylko moich) oczach za brzydką siostrę Kopciuszka, która podstępem i najczęściej bezskutecznie stara się zostać królową balu. Kochało się np. Katarinę Witt, chociaż była „Niemrą” i to z NRD. Ale kochało się ją właśnie dlatego, że była taka delikatna i piękna jak nie Niemra. W niczym nie przypominała „typowej dedeerowskiej sportsmenki”. Tak, kochało się Witt, kochało się jeszcze parę dziewic, ale Harding zdecydowanie się nie kochało i nie lubiło. Ona była od niekochania i nielubienia.

Czy fakt, że dzisiaj jej biografia święci triumfy świadczy o tym, że minął czas księżniczek, a nastał czas buntowniczek? Chyba niekoniecznie. Świadczy co najwyżej o tym, że niegrzeczne dziewczynki, idąc własnymi drogami, mogą dojść i do Hollywoodu. Zresztą, akurat Harding – przynajmniej tak wynika z filmu – była niegrzeczną dziewczynką, której nigdy nie pozwolono wybrać własnej drogi. O karierze łyżwiarki zadecydowała jej apodyktyczna matka, o frustracje przyprawiali ją decydenci, którym nie podobała się jej prezencja, gwałtowny koniec kariery był konsekwencją idiotycznego pomysłu jej męża… I nawet „comeback” zawdzięcza Harding łaskawości show-biznesu. To zrywała się z uwięzi, to starała się sformatować i podporządkować. Kręciła w powietrzu potrójne aksle, ale na końcu zawsze czekało ją twarde lądowanie. I po cóż motać te piruety przed innymi, skoro ani chybi skierują kciuki w dół? Na szczęście, ostatni raz byłem na lodzie czterdzieści lat temu.

Jestem najlepsza. Ja, Tonya (I, Tonya). Reż. Craig Gillespie. USA 2017. Dystrybucja Monolith. 119 min

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 721 razy

POZOSTAŁE WPISY

KONIEC PIEŚNI
Tak się złożyło, że premiera drugiej części musicalu "Mamma Mia" zbiegła się z tragicznymi pożarami w Grecji. Na wynik finansowy tej produkcji nie miało to najmniejszego wpływu, tym niemniej budzi się we mnie pewne... WIĘCEJ
31 lipca 2018 r.
MELANCHOLIA VOYEURA
Podglądanie to esencja kina. Ogromny sukces tego medium polegał przecież na tym, że ludzie wreszcie mogli podejrzeć (w dodatku bezkarnie), jak żyją inni. W obcych domach, w obcych krajach. Kino pozwoliło – dzięki... WIĘCEJ
28 lipca 2018 r.
NADZIEJA NA COKOLWIEK
Polskie tłumaczenia zagranicznych tytułów nie tylko potrafią człowieka zaskoczyć (czasami wręcz zaszokować), ale też kryją niejednokrotnie drugie dno (pierwszym jest przeważnie sam polski tytuł). Oto, na przykład, wszedł... WIĘCEJ
19 lipca 2018 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane