Ale kino+
Kino Mówi: Nadzieja
Blog. KOT ZGODY NARODOWEJ
10 sierpnia 2017 r.

KOT ZGODY NARODOWEJ

KOT ZGODY NARODOWEJ

Już wiem, jak pogodzić zwaśnione strony polskiego społeczeństwa. Przynajmniej na polu kinematograficznym. Otóż, należy kręcić filmy wyłącznie o kotach.

Kot to zwierzę ponad podziałami. Kota ma wiadomy prezes, koty paradują w mieszkaniu zaprzyjaźnionych lesbijek. Koty opiewali poeci i pisarze najrozmaitszych płci, orientacji, światopoglądów, języków, stylów i epok: Doris Lessing, T.S. Eliot, Colette, Jarosław Iwaszkiewicz, E.T. Hoffmann, Lewis Carroll, Wisława Szymborska… Niedawno polski minister od kultury zapytany o to, co go ostatnio w owej kulturze zachwyciło, wymienił konkurs młodych talentów tanecznych oraz film „Jak zostać kotem”. Nie wiem jak Wy, ale ja nie miałbym nic przeciwko temu, żeby minister przestał być ministrem i został kotem. Chociaż, kto powiedział, że kot nie może być ministrem, czy nawet królem.

Najlepiej bowiem byłoby połączyć w polskim kinie dwie miłości naszych aktualnych oberszefów – tę do ssaków z rzędów drapieżnych i tę do drapieżnych produkcji historycznych. Niech więc kot Mieszko I przyjmuje chrzest, Kot III Sobieski zwycięża pod Wiedniem, Tomasz Kot jako Józef Piłsudski odzyskuje niepodległość, koty z Szarych Szeregów walczą ze szwabskimi szczurami, koty w przebraniu kaczek obalają komunę etc. Wypełnijmy ekrany kotami wyklętymi, kotami-legionistami, kotkami platerówkami… A nie, przepraszam, to nie ta opcja. To feministki. Na pewno dostaniemy kolejnego narodowego kota od tych kotów. Kupimy je w worku, zgodnie z zapomnianym nieco przysłowiem: „Kiedy lamparta nie ma w domu, pierwszy lepszy kot udaje lwa”. Bo też gdzie w naszym klimacie znaleźć lamparta i lwa? W ZOO za kratkami, co najwyżej.

Z tymi kotami w mundurach nie byłby to zresztą pomysł tak całkiem nowy. Wystarczy przypomnieć choćby słynny i kontrowersyjny amerykański komiks „Maus”. Ale tam i koty, i Polacy zostali oczernieni (cóż, w nocy wszyscy Polacy są czarni), tym większa więc powinna być nasza motywacja do wzięcia odwetu. No to już, wyciągamy pazurki i hajda na polakożerczą grdykę!

Zagalopowałem się jak kotka w rui. Przecież napisałem na wstępie, że koty mają służyć budowaniu mostów, a nie ich burzeniu. Kto był na sympatycznym dokumencie Ceydy Torun (nie mylić z Toruniem, gdzie rezyduje największy kocur RP), Kedi - sekretne życie kotów”, ten wie, o czym mówię. Publiczność na seansach tego filmu jest zaprawdę ekumeniczna. 500+ i 20-. Widziałem na sali zarówno starsze, nobliwe damy pachnące talkiem, jak i młodzież z mlekiem pod wąsem i modną obecnie fryzurą „na samuraja”. Wszystkim po równo miękły serduszka i maślaniały oczy.

Film Torun pokazuje kilku kocich bohaterów spośród tysięcy zapełniających ulice i nabrzeża Stambułu. Żyją tam sobie swobodnie, wchodząc od czasu do czasu - gdy im to na rękę, tj. na łapę - w interakcje z przedstawicielami homo sapiens. Choć trzeba raczej powiedzieć, że to przedstawiciele homo sapiens próbują wejść w interakcje z kotami. Z przyczyn rozmaitych. Właściciel restauracji chce, żeby dorodny kotowaty przepędzał szczury, z kolei ubogi rybak dostrzega w kotach emanację Boga. I to na pewno spodobałoby się w/w polskiemu ministrowi. Co prawda, ten Bóg to Allah (koty jako roznosiciele islamizacji, miau!), ale nie bądźmy już tacy drobiazgowi.

Mniej natomiast spodobałaby się ministrowi interpretacja polityczna dzieła Torun. „Kedi” to przecież pochwała niezależności i wolności, w dodatku zaiste anarchistycznej. Rzec wręcz można, że stambulskie koty są jedynymi naprawdę wolnymi stworzeniami w kraju, który coraz głębiej pogrąża się w dyktaturze. Mamy nawet w filmie – podchwycone już przez Internet – ujęcie pokazujące czworonoga na tle graffiti „Erdo-gone”, które nawołuje, uwielbianego przez polski establishment, tureckiego prezydenta, by wreszcie poszedł sobie precz. Nie mówiąc już o tym, że „kot” brzmi niemal tak samo jak KOD… A więc z tymi kotami to nic na sto procent nie wiadomo. Jakie mają poglądy polityczne i kogo popierają, jeśli w ogóle kogoś. Torun udała się niełatwa sztuka ułożenia z kocich działań ludzkiej narracji – niektóre sekwencje bez wahania można uznać za kino akcji. Pamiętam, jak Jim Jarmusch w wywiadzie po nakręceniu „Broken Flowers” opowiadał, że realizacja jednej sceny z udziałem kota trwała cały dzień, gdyż wąsaty aktor ani myślał poddać się wskazówkom reżysera. Podziwiając wyczyny bohaterów filmu „Kedi”, nie domagajmy się jednak , by futrzaki dostarczyły nam także morał, sens i wnioski na przyszłość.

Mnie kiedyś ujęła australijska reklama schroniska dla zwierząt. Zrealizowana w jednym ujęciu, przedstawiała na pierwszym planie kota, który siedział sobie na fotelu i patrzył w dal. Do pokoju wpadał mężczyzna i szybko przebierał się przed lustrem. Kilka ruchów (wiadomo, reklamy muszą być krótkie) i oto facet przeobraził się w elegancką kobietę. Po czym wychodził z pokoju. Kot przez ten czas ani drgnął. Napis końcowy głosił: „To jest właśnie wspaniałe w zwierzętach domowych, że one don’t care”. Czyli, że jest im wszystko jedno. I tak trzymać kocury! Do końca świata, a nawet trochę dłużej.

Kedi (Kedi - sekretne życie kotów). Reż. Ceyda Torun. Turcja-USA 2016. Dystrybucja M2 Films. Czas 78 min

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 1440 razy

POZOSTAŁE WPISY

ZAKRĘCONA
Coraz mniej u Woody Allena powodów do śmiechu; prawdę powiedziawszy, nie pamiętam już, kiedy ostatnio zrywałem boki, oglądając jego film. Musiało to być przy entej powtórce "Miłości i śmierci". Późny Allen to miłość... WIĘCEJ
11 grudnia 2017 r.
MIĘDZY META A MELO
Ile można wytrwać w związku na poziomie „meta”? To frapujące pytanie zadaje Łukasz Ronduda w „Sercu miłości” – filmie, który sam plasuje się na wysokich piętrach „meta”.... WIĘCEJ
30 listopada 2017 r.
MASOCHIZM ALLA POLACCA
„Kto chce w kinie oglądać ten koszmar, skoro przeżywa go każdego roku!” – mruknął A., gdy zaczęła się w „Cichej nocy” kolacja wigilijna. Tym niemniej sceny przy stole to zdecydowanie... WIĘCEJ
27 listopada 2017 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane