Ale kino+
Kino Mówi: Po Oscarach
Blog. MIĘDZY META A MELO
30 listopada 2017 r.

MIĘDZY META A MELO

MIĘDZY META A MELO

Ile można wytrwać w związku na poziomie „meta”? To frapujące pytanie zadaje Łukasz Ronduda w „Sercu miłości” – filmie, który sam plasuje się na wysokich piętrach „meta”. Bohaterami są bowiem postaci autentyczne – para artystów, Zuzanna Bartoszek i Wojciech Bąkowski. Ale film nie jest dokumentem, lecz fabułą, w której Bartoszek i Bąkowskiego odgrywają aktorzy, Justyna Wasilewska i Jacek Poniedziałek. Co więcej, rzeczeni artyści w swojej twórczości ochoczo przerabiają na koncepty i performansy życie prywatne, czego zresztą i „Serce miłości” dowodem (BB napisali m.in. dialogi). Fragmenty ich dzieł zostały włączone do filmowej opowieści.

Brzmi to zawile, ale film Rondudy jest w gruncie rzeczy bardzo prosty, zwłaszcza że reżyser redukuje świat przedstawiony do dwójki protagonistów. Cała reszta to tło, a właściwie żer dla sztuki, którą uprawiają Bartoszek i Bąkowski. Uprawiają, trzeba dodać, osobno, co także ich relację intymną przekształca w rywalizację zawodową. Bartoszek jest od swojego partnera młodsza, sama przyznaje, że na Bąkowskim „się wychowała”, ale nie ma najmniejszego zamiaru pełnić w tym duecie roli muzy. Wścieka się, gdy Bąkowski kradnie jej sen, by przerobić go na wideoart . Jakby gwoli sprawiedliwości Ronduda przyjmuje punkt widzenia swojej bohaterki, a świetna Justyna Wasilewska nie ma żadnych problemów, by zdominować ekran.

Film wygląda niczym preparat chemiczny ze związku. Destylat złożony z „sytuacji artystyczno-uczuciowych”. Bohaterowie z samego wyglądu przypominają artefakty – podobni do siebie, łysi, o wyrazistym obliczu i mocnym, czystym konturze, wyraźnie odcinającym się od tła. Ich stosunki często bywają mieszaniną narcyzmów i kanibalizmów (także autokanibalizmu), którego fizycznym przejawem są choroby nękające Zuzannę - łysienie, tarczyca i atopowe zapalenie skóry. Choroby, w których – jak mówi bohaterka – „organizm pożera sam siebie”. Celem ostatecznym jest dzieło sztuki, więc koszty ludzkie mają znaczenie drugorzędne.

Ale związki nigdy nie są przecież czyste i jednoznaczne, nie dają się też sprowadzić się do konceptu. Meta łatwo miesza się z prozaicznym powietrzem „dnia codziennego”, zmienia się w metan, który dusi i podtruwa. Nagle pojawia się w historii zazdrość erotyczna lub zgoła banalna łza. Sam zresztą tytuł filmu (jak również jednej z wystaw Bartoszek) – „Serce miłości” – brzmi hipersentymentalnie. Nie dość, że „serce”, nie dość że „miłość”, to jeszcze serce miłości. Wszyscy – i bohaterowie, i twórcy – są w pełni świadomi, że ani w kinie, ani też pewnie w realu nie można uciec od elementów melo, a love story poruszy serduszko najbardziej konceptualnego artysty. Bartoszek pokpiwa sobie zresztą z Bąkowskiego, gdy ten płacze podczas oglądania kiczowatego „Znachora”.

„Serce miłości” jest udaną próbą połączenia języka sztuk wizualnych z tradycyjną filmową narrację. Udaną, choć z założenia skromną, ograniczoną do obserwacji pary bohaterów. Obserwacji wycinkowej, zredukowanej niemalże do znaków i wizerunków, ale też sugerującej widzowi wiele rzeczy, które pozostają w przestrzeni pozakadrowej. To, czego nie widać, jest w gruncie rzeczy ważniejsze od selfiarskiego ekshibicjonizmu, jaki z pełną premedytacją demonstrują bohaterowie i twórcy. Choć może de facto widać już wszystko i nie ma niczego pod (atopową) skórą? Nie wiem, dawno tam nie zaglądałem. Jest to też film szczęśliwie krótki (trwa nieco ponad godzinę). Zanim więc zacznie nas irytować pretensjonalność bohaterów, zanim dopadną nas podejrzenia, że to wszystko, panie, takie samo hochsztaplerstwo, jak ta cała współczesna sztuka, zanim weźmie w nas górę drobnomieszczanin, który chciałby, żeby bohaterowie żyli długo, szczęśliwie i monogamicznie, „Serce miłości” przestaje bić, a my musimy „dać sobie do myślenia”. Ta zwięzłość precyzyjnie uderzająca w narządy odbiorcze widza jest prawdziwym cymesem na tle innych polskich filmów, których twórcy uwielbiają gadać, moralizować i stawiać krowiaste kropki nad „i”.

Serce miłości. Reż. Łukasz Ronduda. Polska 2017. Dystrybucja Gutek Film. Czas 78 min

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 881 razy

POZOSTAŁE WPISY

KONIEC PIEŚNI
Tak się złożyło, że premiera drugiej części musicalu "Mamma Mia" zbiegła się z tragicznymi pożarami w Grecji. Na wynik finansowy tej produkcji nie miało to najmniejszego wpływu, tym niemniej budzi się we mnie pewne... WIĘCEJ
31 lipca 2018 r.
MELANCHOLIA VOYEURA
Podglądanie to esencja kina. Ogromny sukces tego medium polegał przecież na tym, że ludzie wreszcie mogli podejrzeć (w dodatku bezkarnie), jak żyją inni. W obcych domach, w obcych krajach. Kino pozwoliło – dzięki... WIĘCEJ
28 lipca 2018 r.
NADZIEJA NA COKOLWIEK
Polskie tłumaczenia zagranicznych tytułów nie tylko potrafią człowieka zaskoczyć (czasami wręcz zaszokować), ale też kryją niejednokrotnie drugie dno (pierwszym jest przeważnie sam polski tytuł). Oto, na przykład, wszedł... WIĘCEJ
19 lipca 2018 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane