Ale kino+
Mystery Road
Blog. PRYSZCZ NA GĘBIE
10 kwietnia 2018 r.

PRYSZCZ NA GĘBIE

PRYSZCZ NA GĘBIE

Czy Polska w ostatnich latach straciła twarz? A może nigdy jej nie miała? Może miała wyłącznie gębę, mordę, ryj? Parę razy zdarzyło mi się uczestniczyć w festiwalach i sympozjach jako dziennikarz z Polski i niejednokrotnie musiałem przyjąć na twarz rozmaite stereotypy, jakie „zagranica” wiąże z naszym krajem. Lub zgoła wysłuchać mało wybrednych dowcipów na temat Polaków. To naprawdę szalenie wyczerpujące być postrzeganym jako Polak. Tłumaczyć się z Polski, a nawet brać ją w obronę (bo co innego pozostaje, skoro samemu jest się oskarżonym?), w sytuacji, gdy ze wszystkimi fantazmatami tyczącymi Polandii – wytworzonymi tak w kraju, jak i poza jego granicami – nie chce się mieć nic wspólnego. Człowiek szuka w kontaktach ze światem jakości ludzkich albo choćby europejskich, a tymczasem zostaje sprowadzony do szablonu narodowego. Co gorsza naznaczonego antypatią, w najlepszym wypadku – pobłażliwością.

Nie muszę chyba przekonywać, że jestem za sztuką, która wali rodaków po mordzie i mówi im prosto w twarz rzeczy, których nie chcą słyszeć. Za sztuką szczerą, a nawet obrazoburczą. Ale jednocześnie widzę, że istnieje pewna wizja Polski - z pozoru odważna i szokująca, w rzeczywistości prosta, łatwa i znajoma – która dobrze się sprzedaje na Zachodzie, bo pokrywa się z wizerunkiem naszej, było nie było, ojczyzny w tamtejszych mediach i głowach. To wizja kraju ksenofobicznego, fundamentalnie katolickiego, sfrustrowanego, w sobie zadufanego, a jednocześnie sobą udręczonego. Powiecie, że to prawda. Zapewne. Tyle że to prawda obiegowa, a prawd obiegowych używać trzeba w sztuce nader ostrożnie.

Najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej, nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem na festiwalu w pobliskim Berlinie, nazywa się po polsku elegancko „Twarz”. Tytuł angielski to „Mug”, czyli raczej „Gęba”. Rodzi się więc pytanie, czy aby Szumowska nie przyprawia Polsce gęby? A może, po prostu, sięga po gębę gotową - jedną z tych, które są w międzynarodowym obiegu już od lat?

Autorka umieszcza akcję swojego filmu w górskim miasteczku. To kresy nie tylko Polski, ale i Europy, a przynajmniej Unii Europejskiej. Miejsce, w którym „diabeł mówi dobranoc”, zaś „psy szczekają dupami”. Ale z górami łączy się przecież w (nie tylko) polskiej tradycji romantyczny mit walki, wolności, ucieczki przed systemem. Jego ucieleśnieniem jest poniekąd w filmie główny bohater, Jacek. Powiatowy easy rider, noszący długie włosy i kurtkę z napisem „Metallica”. Jeździ czerwonym hipsterskim maluchem, którym ostro bierze zakręty na niebezpiecznych górskich drogach. Lecz jednocześnie, z nie mniejszym impetem, rozpycha się łokciami podczas akcji „Promocja dla golasów”, by wyszarpać telewizor plazmowy. Tudzież zaśmiewa się przy stole wigilijnym z rasistowskich dowcipów, które opowiada jego szwagier. Co niedziela, wraz z całą rodzinę, Jacek chodzi posłusznie do kościoła na mszę, pracuje natomiast przy budowie gigantycznego pomnika Jezusa Chrystusa – dokładnie takiego, jaki w rzeczywistości stoi w Świebodzinie.

Ten portret połowicznego buntownika, a może raczej buntownika symulowanego, zapowiada się całkiem ciekawie. Pierwsza część filmu pokazuje, na przykładzie Jacka, to, o czym pisałem poprzednio, przy okazji „Wieży” Jagody Szelc. Pozory przekroczenia. Konformizm, który nigdy nie przeobrazi się w transgresję. „Chciałabym, a boję się”. Jacek podobno ma wyjechać do Anglii na saksy, wiadomo jednak, że najlepiej mu w tej jego zapadłej mieścinie, gdzie może z powodzeniem odgrywać rolę błazna z długimi włosami i gdzie jest po prostu swój.

Potem jednak przychodzi wypadek. Jacek spada z rusztowania na budowie posągu Chrystusa. Ma zmasakrowaną twarz, jednak współczesna medycyna daje mu twarz nową. Twarz potwora Frankensteina. Wraca z nią do wsi i dopiero wtedy staje się prawdziwym dziwolągiem. Nawet własna rodzina (z wyjątkiem wiernie stojącej u boku Jacka siostry) widzi w nim szatana, kalekę, pośmiewisko...

Zadziwiające jednak, że i Szumowska wyrzeka się bohatera. Odbierając mu twarz, odbiera mu także osobowość. Jacek, aż do epilogu, robi wrażenie bezwolnej kukiełki. Straszydła, które bełkocze coś pod nosem i snuje się z tą swoją „mordą” między ludźmi traktującymi go z wyraźną niechęcią. Zamiast filmu o bohaterze, Szumowska kręci film o Polsce. Ale to, co ma na jej temat do powiedzenia, rzadko wznosi się ponad poziom internetowych memów. „Twarz” się rozpada, pojawiają się sceny z różnych parafii – raz wizyjne, innym razem kabaretowe. Jest nawet gadający trup.

Im bliżej końca, tym coraz bardziej nie wiadomo, czym ma być ten film. Satyrą na Kościół? Podszytą inteligenckim poczuciem wyższości satyrą na polską prowincję? Historią miłosną (Piękna, czyli dawna dziewczyna Jacka, nie chce Bestii)? Baśnią? Ale jeśli tak, to baśnią o kim? Jakiej metamorfozy jesteśmy świadkami, poza tą czysto zewnętrzną? Jaka nauka miałaby płynąć z tej historii?

Ginie w owym galimatiasie wymiar egzystencjalny opowieści. Czy bowiem twarz równa się „ja”? Czy zmieniając twarz, równocześnie stajemy się kimś innym? Przecież wszyscy tak naprawdę z biegiem lat tracimy swoje twarze. Starzejemy się, brzydniemy... Opłakujemy to, co widzieliśmy niegdyś w lustrze i co odnajdujemy na starych fotografiach. Zarazem nigdy nie będziemy w stanie zobaczyć swojej twarzy, tak jak widzimy np. swoją rękę. Twarz można obejrzeć jedynie w odbiciu, czyli w zniekształceniu. W zwierciadle, w oczach innych. Moja twarz jest więc dla nich. Co jest w takim razie dla mnie ze mnie? Bodaj tylko w jednej scenie, gdy Jacek patrzy w lustrze na swą nową fizys i powtarza: „To ja, to ja”, Szumowska dotyka tych wrażliwych obszarów.

„Twarz” mogłaby więc być opowieścią o tożsamości, tymczasem sama ma z tożsamością problemy. Także dlatego, że zakłada, iż tożsamość „prawdziwych Polaków” jest stała, uparta, niereformowalna i wyłącznie paskudna. Ale skoro tak, to trzeba dać im po mordzie z taką siłą, by trysnęło z nich szambo – jak w „Weselu” Smarzowskiego - a ich twarz, morda, gęba, ryj czy co tam innego mają, rozpadła się na kawałki. Bo inaczej na wierzch wyskakuje, niczym pryszcz na czoło, kalkulacja. A pryszcz to tylko pozorny skandal.

Motyw zmiany, przemiany, utraty twarzy ma w kulturze długą tradycję, z którą Szumowska wchodzi w dialog, niezbyt jednak intensywny. Mnie w tym kontekście przypomniał się pewien serial, który w latach 80. bił w Polsce rekordy popularności. Pamiętacie „Powrót do Edenu”? Jego bohaterka, zdradziecko rzucona krokodylowi na pożarcie, wracała z nową twarzą, by zemścić się na swych oprawcach (tzn. ludziach, nie krokodylach). I tak sobie myślę, że dzieło Szumowskiej nabrałoby wyrazu, gdyby powstała niedługo „Druga twarz”, w której Jacek wraca do rodzinnego miasteczka i robi z facjat tubylców jesień średniowiecza. Albo innego Picassa.

Twarz. Reż. Małgorzata Szumowska. Polska 2018. Dystrybucja Kino Świat. 91 min

Bartosz Żurawiecki


Czytano: 1867 razy

POZOSTAŁE WPISY

KONIEC PIEŚNI
Tak się złożyło, że premiera drugiej części musicalu "Mamma Mia" zbiegła się z tragicznymi pożarami w Grecji. Na wynik finansowy tej produkcji nie miało to najmniejszego wpływu, tym niemniej budzi się we mnie pewne... WIĘCEJ
31 lipca 2018 r.
MELANCHOLIA VOYEURA
Podglądanie to esencja kina. Ogromny sukces tego medium polegał przecież na tym, że ludzie wreszcie mogli podejrzeć (w dodatku bezkarnie), jak żyją inni. W obcych domach, w obcych krajach. Kino pozwoliło – dzięki... WIĘCEJ
28 lipca 2018 r.
NADZIEJA NA COKOLWIEK
Polskie tłumaczenia zagranicznych tytułów nie tylko potrafią człowieka zaskoczyć (czasami wręcz zaszokować), ale też kryją niejednokrotnie drugie dno (pierwszym jest przeważnie sam polski tytuł). Oto, na przykład, wszedł... WIĘCEJ
19 lipca 2018 r.



SZUKAJ ARTYKUŁU

miesiąc
rok
szukana fraza


Ostatnio dodane



Najczęściej czytane