Ale kino+
Kino Mówi: Po Oscarach
Ale kino+

WYWIADY

2 stycznia 2012 r.

Kino Mówi: Autor - Paranoid Park

J.D. Kino mówi. Witam, Jakub Duszyński. Zapraszam państwa na cykl "Autor" i na spotkanie z Gusem Van Santem, wybitnym amerykańskim reżyserem. Chciałem dodać kina niezależnego, ale chyba wystarczy, jeśli powiemy po prostu: wybitnym amerykańskim reżyserem, ikoną kina amerykańskiego. Będziemy dzisiaj mówili o jego filmie "Paranoid park", nagrodzonym w Cannes kilka lat temu. Z tej okazji moim gościem jest dzisiaj Małgorzata Sadowska, krytyk filmowy. Małgosiu, kariera Gusa Van Santa to już ponad 30 lat, bardzo różnorodne filmy. Czy widzisz w jego twórczości wyraźny autorski styl?

M.S. Oczywiście, że tak, chociaż jak sam wspomniałeś, nie można nazwać Gusa Van Santa do końca reżyserem kina niezależnego, dlatego, że on wielokrotnie flirtował z filmowym mainstreamem i wręcz świadomie odcinał się od swojego własnego stylu, bo kiedy realizował film taki jak "Psycho" mówił o tym, że to był taki rodzaj eksperymentu na własnym stylu. Próba zrobienia filmu bezstylowego zupełnie. Myślę, że ten styl Gusa Van Santa z jednej strony objawia się w tematach, a oczywiście z drugiej strony w sposobie, w jaki opowiada swoje historie. To są zazwyczaj historie bardzo młodych ludzi, historie nastolatków, historie miłości, historie związane z dojrzewaniem opowiedziane w taki bardzo specyficzny, często w taki medytacyjny sposób, z narracją, która nie jest chronologiczna bardzo często. Ogromną wagę przywiązuje Gus Van Sant do zdjęć, do obrazów, do tego jak te filmy wyglądają, jaką aurę i atmosferę budują.

Troszkę historie też outsiderów, jeżeli popatrzymy na to jak zaczynał, na "Drugstore Cowboy", na "Moje własne Idaho" to widzimy, że tych bohaterów coś zawsze łączyło. Ale w pewnym momencie - nie wiem czy zauważyłaś - ta twórczość jakby pękła i to było bardzo dobre, bo Gus Van Sant z jednej strony pozwolił sobie na eksperymenty, na pójście w stronę takiego, powiedziałbym, awangardowego europejskiego kina nawet, a z drugiej strony zaczął też flirtować mocno z Hollywoodem, kręcąc takie filmy jak "Buntownik z wyboru" czyli "Good Will Hunting" czy "Milk", czy nawet film z Sean Connery "Finding Forrester"- "Szukając siebie".

No i oczywiście "Psycho", czyli remake filmu Hitchcocka, który postanowił zrobić w skali 1:1 czyli przenosząc scena po scenie ten film po raz kolejny na ekran.

Wydaje Ci się, że to jest jakaś świadoma jego metoda, jakiś świadomy płodozmian, który pozwoliłby mu z jednej strony utrzymać ten status gwiazdy amerykańskiego kina, pozwolić mu pracować z najbardziej znanymi aktorami, bo przecież w jego filmach pojawili się River Phoenix, Keanu Reeves, Sean Connery, Uma Thurman, Sean Penn i Matt Damon i moglibyśmy tutaj długo wymieniać...

Ale musisz pamiętać o jednym: że znaczna część tych aktorów: Matt Damon, Ben Affleck, Casey Affleck, River Phoenix czy Keanu Reeves czy Nicole Kidman byli nikim - no może niezupełnie nikim, ale byli bardzo mało znanymi aktorami wtedy.

Nie byli tymi aktorami, których dzisiaj znamy.

I to jest pewien paradoks jeśli chodzi o twórczość Gusa Van Santa, ponieważ on jest ojcem chrzestnym wielu takich znaczących karier, o czym się dzisiaj nie pamięta.

I tu pojawia się film "Paranoid Park". Nie pojawia się znikąd, bo przed nim Gus Van Sant nakręcił taką trylogię potocznie nazywaną trylogią śmierci, ale w filmie "Paranoid Park" ten styl, który wypracował w wypadku trylogii został już opanowany do perfekcji, tak, że pozwolił sobie na pracę z nieznanymi ludźmi, z twarzami, których nie znamy. W bardzo ciekawy sposób przeprowadził casting - nie wiem czy pamiętasz przez Myspace’a. Czemu to miało Twoim zdaniem służyć? Nie chodzi mi o sam casting i metodę, ale nagle obsadzenie w tych rolach właśnie twarzy, których kompletnie nie kojarzymy z innych filmów.

Realizm jest obsesją Van Santa i zawsze był, i zawsze jakaś taka potrzeba autentyczności, ale nie autentyczności też powierzchownej, czyli pewnej precyzji w oddaniu rzeczywistości czy jej detali, ale realizmu na takim poziomie pewnego stanu wewnętrznego. Interesowało go zawsze i interesują go mocno emocje,s czy taki stan umysłu szczególnie jeśli chodzi o młodych ludzi i o nastolatków, kiedy wiemy, że jest to bardzo specyficzny i bardzo szczególny etap w życiu, jakiegoś takiego cierpienia, bólu, który właściwie nie wiadomo skąd płynie, nie bardzo wiemy co się z nami dzieje, jest jakaś totalna burza hormonalna, jesteśmy na granicy niemalże jakiegoś samobójstwa... I rzeczywiście wydaje mi się, że wybór tych aktorów-amatorów w przypadku takich filmów jak "Słoń" wcześniej czy w przypadku "Paranoid Park" pozwolił ten autentyzm zachować, czyli to są takie emocje nie zagrane, tylko ci ludzie są po prostu przed kamerą, oni są, oni nie grają.

Kiedy oglądamy "Paranoid park" to wydaje nam się, że ta forma jest bardzo ulotna, że nie jest to taka stalowa konstrukcja. Akcja skacze, wybiega naprzód, gdzieś powraca do scen z przeszłości... Czy to ci się wszystko składa w jakąś taką żelazną konstrukcję?

Oczywiście konstrukcyjnie tak, ale jednocześnie on jest przywiązany do improwizacji, lubi improwizacje. Pamiętam, że kiedyś Gus Van Sant opowiedział, o tym w jaki sposób pracuje, czy jaka metoda czy sposób myślenia jest mu bliski - chodzi o takie myślenie bardziej intuicyjne w kontakcie z aktorami czy materiałem filmowym. Nie chce walczyć, tylko raczej chce pozwolić, by te rozwiązania pojawiały się w filmie same, by aktorzy rzeczywiście zaskoczyli sami, by akcja płynęła sama, tak że to jest rodzaj takiej przestrzeni, którą zostawia sobie, zostawia aktorom na improwizacje, na takie działania czysto intuicyjne.

Gus Van Sant szuka w kinie tego wszystkiego, czego nie da się wyrazić słowami i dlatego bardzo często nam o nim mówić, on sam wcale nam tego nie ułatwia, bo w wywiadach zachowuje pewnego rodzaju enigmę, nie wyjaśnia wszystkiego. Ten film, kiedy go próbuje rozszyfrować, "Paranoid Park", o którym rozmawiamy, wydaje mi się, że próbuje uchwycić w wizualny sposób pewnego rodzaju stan umysłu, kiedy odlepiasz się od rzeczywistości, jesteś outsiderem, ale z drugiej strony pewne bardzo dramatyczne zdarzenie jednak pozwala ci na pewnego rodzaju osiągnięcie takiej samoświadomości: to jestem ja, to jest mój problem.

Na pewno bardzo ważne jest to, jeśli chodzi o "Paranoid park", co mi się wydaje centrum tego filmu i w centrum stylu tego filmu, to jest to, że ten film opowiada o poszukiwaniu tożsamości, bo bycie nastolatkiem jest etapem, kiedy żadnej tożsamości właściwie nie mamy i próbujemy ją sobie znaleźć, jednocześnie wokół nas jest rzeczywistość, która nam jakąś tożsamość próbuje narzucić.

I też nam ona ciąży strasznie i wydaje mi się, że w jakiś sposób właśnie to wprowadzenie tego centralnego wątku skate'ów to wcale nie jest żadna próba sportretowania środowiska, tylko raczej, jak patrzę na te zwolnione zdjęcia realizowane kamerą 8 mm przez zresztą wielkiego Christophera Doyle’a, to wydaje mi się, jakby ci ludzie odrywali się od ziemi i przez chwilę lecieli. Taki punkt wolności, że jakby ten młody bohater, który odnajduje ten nielegalnie stworzony park, w którym oni mogą latać, tam czuje się w jakiś sposób uwolniony od tego brzemienia, od tego ciężaru, który cały czas czuje, o którym oczywiście nie mówi, bo on podejmuje decyzję w pewnym momencie, że nie będzie mówił, będzie pisał.

Ale jednocześnie jest to kwestia przynależności, dlatego, że środowisko skate'ów jest takim bardzo specyficznym środowiskiem jak każda inna grupa, która działa według pewnych określonych reguł, ma bardzo określony kod sposobu zachowania i wyglądu, itd. Za tym stoi też, tak sądzę, potrzeba przynależności tego bohatera. Tam jest zresztą bardzo fajna scena w aucie. Kiedy Alex bierze auto swojej mamy i słucha w nim muzyki, włącza różne stacje, różną muzykę i w zależności od tego, jaką muzykę słyszy, to w zupełnie inny sposób się zachowuje i to jest ten moment, kiedy on mógłby być właściwie bardzo różnymi osobami, które są odbiorcami bardzo różnego stylu, różnej muzyki. Więc to jest ten moment, kiedy wybieramy tak naprawdę swoją tożsamość, jednocześnie musimy się bardzo obronić przed światem, który próbuje nam jakieś inne modele i inne wzorce narzucić.

A ja, z drugiej strony, kiedy mówisz o muzyce, to przypomniałem sobie, że kiedy teraz oglądałem film "Paranoid park", to zaskoczyła mnie właśnie muzyka. Nagle słyszę, że Gus Van Sant używa tematów, melodii przetworzonych, które dobrze znam. Chwile pogrzebałem i odkryłem: no tak, to jest przecież Nino Rota, to jest muzyka z filmów Felliniego i to wprost zapożyczona z filmu "Giulietta od duchów". Przez chwilę myślałem sobie: po co on to robi, ale potem pomyślałem sobie, że po pierwsze to jest reżyser erudyta, bo my wiemy dobrze, że on ogląda mnóstwo filmów, wprost się do nich odnosi, chce je nawet odtworzyć jak w przypadku "Psycho", o którym mówiłaś, ale z drugiej strony być może on chce jako punkt wyjścia obrać sobie tę właśnie rzeczywistość, o której powiedziałaś na samym początku, ale z drugiej strony poprzez dodanie np. muzyki Nino Roty powstaje jakaś nowa jakość, zupełnie już oderwana od tej dokumentalnej rzeczywistości.

Z całą pewnością rzeczywiście jest tak, że Gus Van Sant traktuje świat czy jakieś konkretne sytuacje, a pamiętajmy, że on często bardzo czerpie swoje historię, jeśli nie z książek to z jakiś takich zdarzeń opisywanych w gazetach. Tak było np. w przypadku "Gerry'ego" gdzie właśnie jakieś fakty legły u źródeł tej historii, która nagle była kompletnie jakąś inną, metafizyczną właściwie opowieścią. I też o poszukiwaniu tożsamości, o poszukiwaniu siebie, w ogóle takim najbardziej enigmatycznym z filmów Van Santa. Ale to jest właśnie wielka wartość jego kina. To nie są takie małe społeczne obrazki po prostu z życia przedmieść, chociaż nie mam nic przeciwko takim filmom, ale rzeczywiście u niego jest coś więcej. Jest ta wartość dodana, jest to kolejne piętro, jest ta rzeczywistość wewnętrzna oddana. Przynajmniej próba oddania tej rzeczywistości wewnętrznej, i to jest coś, co ja i w "Paranoid park" i w filmach Van Santa, takich jak "Last days" czy jak "Gerry", lubię najbardziej.

Ten film świetnie się wpisuje właśnie w tę konwencję w trylogii, o której wspomniałaś. Po "Paranoid park" Gus Van Sant zdążył zrealizować "Milk" nominowany do wielu Oscarów, zdobywca dwóch, a teraz "Restless", który możemy oglądać na ekranach kin. Czy to jest krok w przód, wstecz? Jak ten film wpisuje się w jego twórczość?

To jest dla mnie najdziwniejszy z filmów Gusa Van Santa, dlatego, że nie jest to typowo mainstreamowy film, który jest kompletnie jakby obcy stylowi, tematom Van Santa, a jednocześnie jest to taka próba pożenienia mainstreamu ze stylem Van Santa, coś takiego pomiędzy, jakiś rodzaj hybrydy, bo mamy taki temat, który go interesuje, czyli śmierć, czyli młodość, czyli okres dojrzewania, ten moment, kiedy strasznie jesteśmy tacy pootwierani, przewrażliwieni niemal w kontakcie ze światem ludzi, a z drugiej strony to jest tak strasznie mainstreamowy, taki hipsterski po prostu film, nieznośny i manieryczny.

Zgadzam się z tobą. Widziałem ten film i wole dużo bardziej Gusa Van Santa właśnie z "Paranoid park" czy tych wcześniejszych filmów, o których wspomnieliśmy, niż tego właśnie z "Restless". Na samym końcu chciałbym cię spytać w ogóle o zagadnienie kina autorskiego, amerykańskiego, europejskiego. Czy wydaje ci się, że to pojęcie, którego często nadużywamy np. mówiąc o kinie Van Santa dzisiaj może być tak samo rozumiane jak w 60-tych latach, kiedy triumfy święcił taki Fellini, Bunuel czy Bergman.

Z całą pewnością nie, dlatego, że sama o tym myślałam w kontekście Gusa Van Santa, że właściwie jego pokolenie, tych amerykańskich reżyserów, do których należy jeszcze choćby Jim Jarmusch czy Todd Solondz, że oni są poniekąd takimi ostatnimi bastionami pewnego rodzaju kina niezależnego w Stanach, takimi guru czy takimi mistrzami, ponieważ nie wiem, czy zauważyłeś ale oni tak naprawdę nie mają następców. Nie ma jakiś takich nowych postaci w kinie niezależno amerykańskim wokół których koncentrowałoby się takie życie kina niezależnego.

Mówiliśmy dopiero co o tym kinie niezależnym w "Kino mówi- extra" przy okazji zakończonego dopiero co amerykańskiego festiwalu filmowego. Coś w tym jest, co mówisz.

Małe nazwiska, małe projekty, jakieś takie wydarzenia to pewnie też jest kwestia, że zmieniła się technologia i zmienia się sposób dystrybucji, co na pewno jest bardzo ważne. Jakoś młodzi ludzie mają chyba mniejsze szanse zaistnieć, a z drugiej strony część tego kina niezależnego została wchłonięta przez takie festiwale jak Sundance, które jest też częścią mainstreamu tak naprawdę już dzisiaj, takiego kina niezależnego, które też stało się pewnego rodzaju manierą i jest takie popularne i już zdobywa Oskary, bo to są takie filmy w rodzaju "Powrotu do Garden State" czy "Małej miss" które już spokojnie się wpasowują w taki model kina małego, kameralnego, takiego ale już mainstreamowego, chociaż pomyślanego jako niezależne.

Bardzo ci dziękuję za rozmowę.

Odsłon: 773

Kolejne strony: << >>


POZOSTAŁE WYWIADY

KINO MÓWI: e-MŁODOŚĆ - PRAGNIENIE MIŁOŚCI

Maksymilian Cegielski rozmawia z Anią Bielak, dziennikarką filmową i Ulą Lipińską, również krytyczką filmową o meksykańskim filmie "Pragnienie miłości", kandydacie do Oscara, filmie nagrodzonym w Cannes i San...

CZYTAJ WIĘCEJ


KINO MÓWI: e-MŁODOŚĆ - 17 DZIEWCZYN

Maksymilian Cegielski rozmawia z Alicją Długołęcką, edukatorką seksualną i Anią Bielak, dziennikarką filmową o filmie prezentowanym na festiwalu w Cannes pt. "17 dziewczyn". M.C. Zacznijmy od pytania podstawowego:...

CZYTAJ WIĘCEJ


KINO MÓWI: e-MŁODOŚĆ - SIOSTRA

Maksymilian Cegielski rozmawia z Anitą Zuchorą, niezależną dziennikarką i Michałem Zygmuntem, niezależnym dziennikarzem i pisarzem o filmie "Siostra", pokazywanym w cyklu "Kino Mówi: e-Młodość". M.C. Witam was...

CZYTAJ WIĘCEJ


MATERIAŁY WIDEO

ARCHIWUM WYWIADÓW


szukana fraza

2013

  • październik
  • wrzesień
  • sierpień
  • czerwiec
  • maj
  • kwiecień
  • marzec
  • styczeń

2012

  • grudzień
  • listopad
  • październik
  • wrzesień
  • marzec
  • styczeń


NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

Kino Mówi: Aktor – Co się wydarzyło w Madison County

Maksymilian Cegielski rozmawia na temat roli Meryl Streep w filmie "Co się wydarzyło w Madison County", nagrodzonej Złotym Globem i nominacją do Oscara, z Joanną Szczepkowską, aktorką teatralną i filmową, oraz z Joanną...

Kino Mówi: Aktor – Aż poleje się krew

Maksymilian Cegielski rozmawia na temat oskarowej roli aktora Daniela Day-Lewisa w filmie "Aż poleje się krew" z Jackiem Poniedziałkiem, aktorem teatralnym i filmowym. M.C. Jacek Poniedziałek - aktor, który łączy...

KINO MÓWI: e-MŁODOŚĆ - 17 DZIEWCZYN

Maksymilian Cegielski rozmawia z Alicją Długołęcką, edukatorką seksualną i Anią Bielak, dziennikarką filmową o filmie prezentowanym na festiwalu w Cannes pt. "17 dziewczyn". M.C. Zacznijmy od pytania podstawowego:...



CZYTAJ TAKŻE


HOT DOC: POWRÓT NA PLAC TAHRIR

Ryszard Jaźwiński rozmawia z Przemysławem Wielgoszem, dziennikarzem, publicystą i redaktorem naczelnym polskiej edycji miesięcznika „Le Monde diplomatique” o dramatach uczestników arabskiej wiosny....


HOT DOC: PUŁAPKI ROZWOJU

Ryszard Jaźwiński rozmawia z z profesor Elżbietą Mączyńską za Szkoły Głównej Handlowej. R.J. Postęp powszechnie kojarzy nam się z nowoczesnością i dobrobytem. Po prostu z lepszym i łatwiejszym życiem...