Ale kino+
CYKL OBCY - W PONIEDZIAŁKI
NEWSY FILMOWE. Dokąd ten statek płynie? Piwowski na 40-lecie "Rejsu"

NEWSY

Dokąd ten statek płynie? Piwowski na 40-lecie "Rejsu"

Dokąd ten statek płynie? Piwowski na 40-lecie

Niegdyś - słaby film czwartej kategorii artystycznej, za jaki uznała go Komisja Kolaudacyjna, dziś - komedia o niezachwianym kulcie. Na czterdzieste urodziny "Rejsu" rozmawiamy z Markiem Piwowskim.

"Marku, to, co ja zrobię w kamieniu, przetrwa wszystkie twoje filmy" - rzekł kiedyś Jan Himilsbach do reżysera "Rejsu". Jednak proste głosowanie metodą najdoskonalszą (czyli przez podniesienie rąk) mogłoby wykazać, jak bardzo się mylił. Świetność "Rejsu" trwa nieprzerwanie od premiery 19 października 1970 roku. Niegdyś - słaby film czwartej kategorii artystycznej, za jaki uznała go Komisja Kolaudacyjna, dziś - komedia o niezachwianym kulcie. Na czterdzieste urodziny "Rejsu" rozmawiamy z Markiem Piwowskim o artyście, który powinien być jak zając, o strachu przed włączeniem telewizora przed północą , pełnym napięć "Rejsie 2" i bezspornej aktualności monologu inżyniera Mamonia o polskim kinie.

Urszula Lipińska: Panie Marku, czy przez te czterdzieści lat dorobił się pan teorii, którą tłumaczy pan sobie fenomen "Rejsu"?

Marek Piwowski: Nie. Nie mam pojęcia. Za to mogę obalić teorię, która ten fenomen tłumaczy zabawnymi dialogami. Kiedyś w warszawskim klubie Stodoła pokazałem japońską wersję "Rejsu" polskim studentom. Nie było tłumaczenia na język polski, a oni świetnie się bawili nawet na monologu o marności polskiego kina.

A z czego w "Rejsie" jest pan najbardziej dumny?

Udało mi się wywołać na planie chaos i zamieszanie do tego stopnia, że film przestał być ważny. Mogliśmy wtedy wydobyć z ludzi spontaniczne i prawdziwe reakcje. Zwykle, każdy przed kamerą zachowuje się nienaturalnie, stara się jak najlepiej wypaść. W stanie wojennym Krzysztof Kieślowski postanowił robić filmy z procesów wojennych i jak sędziowie widzieli, że stoi kamera i będą w filmie, to dawali oskarżonym wyroki o dwa lata niższe. A na planie "Rejsu" to, że robimy film było nieważne. W chaosie otwiera się autentyzm i zamieszanie w tym przypadku jest ok. Gdy zaczyna się celebrowanie sztuki - to niedobrze.

Ten chaos sprowokował nietypową dla ówczesnego kina polskiego formę, którą porównywano do wczesnych filmów Miloša Formana?

Wyszła wtedy książka Umberto Eco "Struktura dzieła otwartego" i właśnie mi trochę usprawiedliwiła ten chaotyczny materiał, wobec którego było dużo zarzutów. Krytycy pisali, że podobały im się sceny, ale nie uważają, że zostały one połączone w film. Dzięki Umberto Eco kamień mi z serca spadł. Tłumaczyłem, że filmowanie rzeczywistości w każdą strukturę jest właściwie tej rzeczywistości przekłamywaniem, porządkowanie strumienia wydarzeń przypadkowych to fałszowanie. I, że ten Eco był jednym z założeń, bo robiliśmy film, nową formę: otwartą, chaotyczną, jak u niego.

Wszystko, co zdarzyło się od ukończenia zdjęć do premiery filmu zapamiętał pan jako katastrofę?

Profesor Antoni Bohdziewicz, opiekun artystyczny filmu, wycofał się, jak tylko zobaczył, że improwizujemy i to, co kręcę nie ma wiele wspólnego ze scenariuszem. Z gotowym filmem zrobiono tak, że wszedł on na ekrany w dwóch kopiach i nie zorganizowano mu w ogóle oficjalnej promocji. To pierwsze akurat wcale mu nie zaszkodziło, wręcz przeciwnie. Ludzie wiedzieli, że są tylko dwie kopie i za chwilę mogą "Rejs" zdjąć, więc strasznie dużo widzów na niego poszło. Ale ja zwróciłem się do ministra z niedowierzaniem, czemu skoro są tylko dwie kopie filmu nie należy mu się promocja? Taki paragraf 22 mnie objął.

Środowisko filmowców chłodno przyjęło film.

Tak, na przykład Andrzej Wajda koniecznie chciał wiedzieć dokąd ten statek płynie.

Nie tylko on. Odchorowywał pan tę krytykę i zamęt wokół premiery?

Film pojechał na festiwal w Nowym Jorku i tam się podobał. Zacząłem uczyć na tamtejszym uniwersytecie i trochę się uspokoiłem. W Ameryce odebrali "Rejs" lepiej niż tutaj, bo oni wiedzieli, że film powinien mieć początek, środek i koniec, choć niekoniecznie w takiej kolejności. Ja byłem wychowany na robieniu dokumentów i też czułem, że filmowa struktura nie musi być taka tradycyjna. Ale delikatnie się wystraszyłem i następny film chciałem zrobić bardziej skonstruowany. Nakręciłem wtedy taki trochę kryminał - "Przepraszam, czy tu biją?".

Podobno po "Rejsie" napisał pan z Januszem Głowackim scenariusz parodii "Easy Ridera", w której Maklakiewicz z Himilsbachem przemierzają PRL na rowerach.

To chyba Maklak wymyślił, bo on cały czas coś wymyślał. Nawet Wajdę potrafił uwieść opowiadaniem. Kiedyś snuł historię o patyczku, który płynie po strumyczku i Wajda tak się zachwycił, że od razu uruchomił produkcję filmu "Patyczek" z Barbarą Pec - Ślesicką jako kierownikiem produkcji. Maklakiewicz wymyślał takie rzeczy codziennie, a potem zapominał. Zresztą, my i tak wiedzieliśmy, że nam cenzura tego nie puści.

Teraz pracuje pan nad kontynuacją "Rejsu". Co zagraża wolności artysty w czasach pozbawionych cenzury?

Pieniądze. Ale to coś innego, bo jak odmówią jedni inwestorzy to się szuka innych dróg. Po prostu mózg musi pracować nieprzerwanie. Niestety, producenci mają takie tendencje, żeby wszystko zaniżać. Im niższy poziom tym szersza oglądalność - tak się teraz myśli. W rezultacie, przed północą strach włączyć telewizor. Więc gdy mnie inwestorzy przy "Rejsie 2" zapytali, kogo obsadzę w rolach głównych powiedziałem dla żartu, że Dodę i Gołotę.

Z Dodą już pana Krzysztof Zanussi uprzedził.

Wiem.

Żałuje pan?

Nie.

Do "Rejsu 2" będzie pan szukał współczesnego Himilsbacha i Maklakiewicza?

Nie mam podobnych im postaci w scenariuszu. Ale będę szukał naturszczyków, żeby ich przemieszać z zawodowymi aktorami. Niepokoję się, że dziś szaleństwo wynika bardziej z potrzeby autopromocji niż z poczucia wolności. Wygłupy już nie są bezinteresowne. No i tyle, co działo się na twarzy na Himilsbacha, nie dzieje się na twarzach młodych aktorów.

Czyli wypłynęła racja Mamonia, "na twarzach polskich aktorów tylko pustka"...

Bardzo lubię tę scenę. Wymyślił ją Maklak i podoba mi się przez to, że gdybym ją zapisał w scenariuszu, nie byłaby tak filmowa. To, jak ten monolog jest powiedziany i jak wygląda, to jest właśnie kino nieprzetłumaczalne, nie da się tego opisać w scenariuszu. Dużo się z tej sceny nauczyłem, ona mi dała do myślenia. Teraz kiedy piszę scenariusz, to piszę kilka wersji tego samego zdania, zobaczymy jak to aktor powie. Proste zdanie w scenariuszu może być bardzo fajne w obrazie.

A pan w ogóle chodzi na filmy polskie?

Nie za bardzo. Podobała mi się "Wojna polsko-ruska". Obawiałem się tego filmu, w książce jest tyle warstw językowych... Ale kupiłem sobie go na płycie i obejrzę drugi raz, bo wyszło lepiej niż się spodziewałem. Specjalnie nie oglądam polskich filmów, odstrasza mnie samozadowolenie tego środowiska. Niby fajnie, bo coraz więcej filmów powstaje, ale jak dostajemy na świecie nagrodę, to zdobywa ją film zupełnie nie lansowany tutaj. Jestem bardzo ciekaw "Essential Killing" Skolimowskiego, ale częściej oglądam amerykańskie produkcje przemysłowe.

Dziś myśli pan o "Rejsie" jako o swoim szczęściu czy natrętnej klątwie?

Powiem pani szczerze, że specjalnie tego filmu nie lubię. Lubię "Oskara", choć on był ciężki w robocie, albo "Krok". "Rejs" to nie jest mój ulubiony film.

Wielokrotnie potem mówił pan, że nikt nie da panu pieniędzy na film bez statku.

Inwestorzy chcieli po prostu zainwestować w "Rejs 2", a co się ma dziać - to już nie jest ważne, byle na statku. Miało być już i o statku widmo, i o dzieciach bohaterów z pierwszej części filmu. Wszystkie wcześniejsze próby i pomysły nie podobały mi się. Teraz napisałem coś, co właściwie sam zaakceptowałem. Wychodzi mi tak poważnie, ale będę się starał, żeby to była komedia. Przy "Rejsie" mieliśmy proste kryterium, ograniczaliśmy się do pytania czy nas, czyli mnie, Tyma i Głowackiego, to bawi. Jak pomyślę o tym message "Rejsu 2", to przerażenie mnie ogarnia, że ludzie nie będą się śmiać, tylko się nudzić.

Jakich ważnych spraw będzie dotyczył "Rejs 2"?

Napięć religijnych, napięć na poziomie orientacji seksualnych, bo one budzą największe emocje i nienawiść. W scenariuszu pojawia się także eksperyment, wzorowany eksperymencie stanfordzkim Zimbardo, który ludzie stwarzają do dobrych celów a on się kończy tragicznie. Przewinie się dylemat moralny związany z karą śmierci i molestowaniem seksualnym. Chciałbym to trochę ośmieszyć, na wesoło potraktować. Komedie są nam dziś potrzebne nie po to, żeby coś wykpiwać, ale żeby rozładować napięcia.

Czego w tym mierzeniu się z legendą "Rejsu" pan się obawia najbardziej?

A słyszała pani żart o molach gryzących taśmę filmową i jeden mówi do drugiego: wiesz, chyba wolałem książkę? Domyślam się, że ludzie będą głupio porównywać albo będą spodziewać się ciągu dalszego "Rejsu". A ja staram się właśnie sobie "Rejsu" nie kodować we łbie i przed przystąpieniem do kręcenia "dwójki", obejrzałem parę innych filmów, żeby broń Boże ani jednego ujęcia z tamtej produkcji nie powtórzyć teraz. Artysta powinien być jak zając przed nagonką - musi skakać po różnych konwencjach. Ale specjalnie się w ogóle nie boję. Gdyby tak było, nie podejmowałbym tego wyzwania. Po prostu muszę swoją robotę jak najlepiej wykonać.

18 października 2010, Urszula Lipińska

© Stopklatka Sp. z o.o.


SZUKAJ NEWSA

rok
miesiąc
słowa kluczowe


NEWSY



PREMIERY