Ale kino+
Kino Mówi: Wojowniczki
Film. JEJ WYSOKOŚĆ AFRODYTA

JEJ WYSOKOŚĆ AFRODYTA

Mighty Aphrodite
komedia, USA, 1995, 95 min.
reżyseria: Woody Allen
obsada: Helena Bonham Carter, Michael Rapaport, Mira Sorvino, Woody Allen
Premiera w Ale kino+: 29.11.2006 r.
5.00
343
5 głosy | 423 miejsce w rankingu
1
2

Zrealizowany tuż po skandalu z Mią Farrow, jeden z najbardziej osobistych filmów Woody'ego Allena. Uczuciowo-erotyczne perypetie mieszkańców Nowego Jorku i postaci ze starożytnych tragedii komentuje jazzujący antyczny chór.

WOODY ALLEN kręcił ten film w wyjątkowym dla siebie momencie - media wciąż ekscytowały się sądowymi awanturami z Mią Farrow, z którą reżyser rozstał się w atmosferze skandalu, a zwłaszcza kontrowersyjnym związkiem z Soon-Yi Previn, adoptowaną córką Farrow. Allen, który kpił sobie wielokrotnie z medialnego szumu, musiał tym razem uciekać przed paparazzi i wyjechać ze Stanów, a ślub z Koreanką wziął dopiero w grudniu 1997 roku w Wenecji. "Jej wysokość Afrodyta" z roku 1996 to w pewnym sensie rozliczenie reżysera z opinią publiczną - jako człowiek oskarżony o erotyczne kontakty ze swoimi dziećmi Woody Allen postanowił nakręcić film w obronie rodziny, który podkreślać miał jednocześnie, że człowiek ma prawo do realizowania własnej seksualności bez względu na opinię pruderyjnego społeczeństwa.

Główny bohater filmu, dziennikarz sportowy Lenny (w tej roli sam Woody Allen), nie bez oporów zgadza się na adopcję - prowadząca galerię sztuki żona Amanda (Helena Bonham-Carter) koniecznie chce mieć dziecko, ale jest tak zajęta własną karierą, że 9-miesięczna ciąża wydaje jej się absurdalną stratą czasu. Adoptowany chłopiec o imieniu Maks (Jimmy McQuaid) spełnia pokładane w nim nadzieje z nawiązką: jest śliczny, a w dodatku ma zadatki na geniusza. Zafascynowany tym Lenny decyduje się odszukać biologiczną matkę chłopca, którą okazuje się nie piękna intelektualistka, ale Linda Ash (Mira Sorvino), prostytutka i aktorka filmów porno o wdzięcznym pseudonimie "Linda Orgazm". Niespecjalnie rezolutną Lindę dziennikarz postanawia jednak sprowadzić na dobrą drogę - wykupuje ją od sutenera, a wkrótce próbuje wyswatać z młodym bokserem Kevinem (Michael Rapaport), który zamiast kobiety lekkich obyczajów wolałby jednak żonę porządną, czyli nijaką, pozbawioną ambicji i gotową do ciężkiej pracy. Pochłonięty Lindą Lenny przekonuje się szybko, że coraz większy kryzys przeżywa jego własne małżeństwo. Amanda niechętnie spędza czas w domu, nie ma czasu, by powiedzieć synowi "dobranoc", za to ochoczo angażuje się w romans z mężczyzną, który może zainwestować pieniądze w jej galerię sztuki.

O ile fabuła komedii "Jej wysokość Afrodyta" znów opowiada o zagubionym neurotyku i uczuciowo-erotycznych perypetiach współczesnych mieszkańców Nowego Jorku, o tyle forma filmu była dla widzów zaskoczeniem. Ni stąd ni zowąd pojawiają się tu antyczne postaci Kassandry, Jokasty czy Edypa, Zeus każe nagrywać wiadomości na automatycznej sekretarce, a Tejrezjasz czyści nowojorskie chodniki. Wszystkie wydarzenia - jak w greckich tragediach Sofoklesa czy Eurypidesa - komentuje chór, który Allen włącza do akcji na zasadzie parodii. W "Jej wysokość Afrodyta" przypomina on raczej musicalowy zespół taneczno-wokalny, który wykonuje współczesną, ludową muzykę grecką, a nawet jazzowe standardy (plenerowe sceny kręcone były w autentycznym, starożytnym teatrze w Taorminie). Nietypowym Przewodnikiem chóru jest zresztą F. Murray Abraham, który po roli ponurego Salieriego z "Amadeusza" Milosza Formana udowadnia komediowy talent - w jednej ze scen wręcza na przykład Lenny'emu ołówek, by ten mógł coś zanotować.

W telewizyjnym wywiadzie z 2005 roku Woody Allen przyznał, że w roli Amandy, swojej filmowej żony, zamierzał obsadzić Mię Farrow, choć ta niedługo wcześniej oskarżyła go publicznie (i w sądzie) o seksualne molestowanie nieletniej. "Zwariowałeś?!" - miała odpowiedzieć na to Juliet Taylor, reżyser castingu. Ostatecznie Amandę zagrała Helena Bonham Carter, kojarzona głównie z występami w kostiumowych filmach Jamesa Ivory'ego (m.in. "Howards End"). Największe brawa zebrała jednak za swoją rolę Mira Sorvino. Powierzając jej postać nierozgarniętej prostytutki Allen wykorzystał nieodparty urok, poczucie humoru, ale też specyficzny głos Sorvino - aktorka otrzymała za swój występ Złoty Glob i Oscara i ugruntowała - po roli w "Quiz Show" (1994) Roberta Redforda - pozycję gwiazdy amerykańskiego kina.

"Jej wysokość Afrodytę" traktowano jako błyskotliwy żart, postmodernistyczną grę z konwencjami, ale przede wszystkim osobistą spowiedź Woody'ego Allena, nominowanego za scenariusz do Oscara. Chociaż film przeniknięty jest ironią i obfituje w uroczo zabawne sytuacje i dialogi, dominuje w nim wyrozumiałość dla ludzkich słabości. Allen śmieje się z własnych lęków, niespełnień i dziwactw (na ekranie nie ma oporów przed całowaniem dużo młodszych aktorek), ale też nie boi się w żartobliwym tonie wzywać do tolerancji i przyjaźni. W czasie, gdy miał przeciwko sobie niemal całą Amerykę, a prasa nie zostawiała na nim suchej nitki, on sam zakończył swój film prowokacyjnym wyznaniem śpiewanym w finale przez jazzujący chór: "Życie jest piękne!". Nikt z widzów nie miał zresztą wątpliwości, że za ekranowym Lennym kryje się sam Woody Allen. Nieopatrznie potwierdziła to nawet Mira Sorvino, filmowa Linda, która w jednej ze scen zwraca się do bohatera: "Woody...".

KOMENTARZE - ARCHIWUM

03.11.2006 02:39
CYTUJ

Allen z błyskiem, ale bez perfekcji. O prawdzie, odpowiedzialności i władzy człowieka nad człowiekim. Może i o sobie, ale na pewno nie tylko. Bardzo współczesna opowieść, której absolutnie niepotrzebny jest ten antyczny chór. Tym razem komedia Woody'emu gra średnio, ale obyczajówka- całkiem OK. Najważniejsze i najlepsze są tu relacje Lenny-Linda, bo reszta to raczej sztampa. Ale ten główny wątek, miłość wysnuta z kłamstwa, kłamstwo z którego trudno się wyzwolić i cało to co Lenny Lindzie mówi, a czego nie. Staje się demiurgiem i manipulatorem ukrytym za słodkimi słówkami i dobrymi intencjami. Ale siła Allena polega na tym, że doskonale zdaje sobie z tego sprawe. Jest do bólu sprawiedliwy dla siebie i do tego poprzez kino zachęca widza. Może warto go posłuchać, bo ilu z nas na miejscu Lenny'ego nie postąpiłoby czasem podobnie? Nie trzeba Allena lubić żeby się nad tym zastanowić.

26.11.2006 00:19
CYTUJ

Coz, jesli chodzi o musicale Allena to wole "Wszyscy mowia: kocham cie". Grecki chor nie przemawia do mnie zupelnie.


gwiazda_kina

Autostopowicz
postów: 92
28.11.2006 14:02
CYTUJ

Allen...Czuję się tak jakoś dziwnie...Taki wielki aktor i rezyser, a ja tylko jeden jego film oglądałam. Musze nadrobić zaległości ;)

29.11.2006 20:37
CYTUJ

Jakie to slabe w porownaniu z "Drobnymi cwaniaczkami" czy "Tajemnica morderstwa na Manhattanie".

#sylwia
warszawa
29.11.2006 21:59
CYTUJ

wspaniałe poczucie chumoru!! i mistrzostwo w żąglowaniu absurdem. szkoda ze tak mało jest teraz takich filmów.

30.11.2006 01:19
CYTUJ

Gdybym miał opierać się tylko na recenzjach, pewnie dałbyn sobie spokój z oglądaniem, ale w sumie taki zły film nie jest. fabuła iscie z greckiej tragedii, choć zgodnie z zasada powinna skończyc się tragicznie. Z drugiej jednak strony czy to nie było tragiczne?

#flowi
30.11.2006 19:49
CYTUJ

woody jak to woody, poziom trzyma:)


Fan_Almodowara

Autostopowicz
postów: 52
30.12.2006 23:06
CYTUJ

Jak dla mnie rewelacyjny film.Bardzo pozytywny przekaz.Poza tym rewelacyjne humor i świetny scenariusz.Odnosząc sie do wcześniejszych opinii ten film jest jednak lepszy od Drobnych Cwaniaczków.Pomysł z greckim chórem trafiony.Dobre uzupełnienie świetnego filmu.

#Filip "Filmożerca"
Głuchołazy
07.01.2007 22:45
CYTUJ

Stary dobry Allen choć do kultowej "Annie Hall" czy innych filmów mistrza humoru dużo brakuje .
Mimo wszystko warte uwagi :-)





SERIALE

Las

Las

Mroczny i wciągający serial kryminalny.


Capital

Capital

Doceniona nagrodą Emmy w 2016 roku produkcja "Capital", oparta na powieści Johna Lanchestera.


Peaky Blinders. Sezon 4

Peaky Blinders. Sezon 4

Peaky Blinders" to epicki dramat gangsterski, osadzony w latach 20. XX wieku w powojennym Birmingham.


Hassel

Hassel

Ekranizacja powieści Olova Svedelida o detektywie, który nie cofnie się przed niczym w swoim śledztwie.